Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Prywatne archiwum

Treść

Wiceminister oskarża radio o zniesławienie

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Marek Surmacz żąda od Radia RMF FM wycofania się z wysuwanych pod jego adresem zarzutów, które uznaje za nieprawdziwe i naruszające jego dobra osobiste. W przeciwnym razie - jak zapowiedział na sobotniej konferencji prasowej - poda stację do sądu.

Po konferencji prasowej Surmacza rzeczniczka RMF FM Anna Kozłowska powiedziała, że radio nie wycofa się z podanych na temat wiceministra informacji.

Radio RMF FM poinformowało w piątek, że Marek Surmacz został w 1996 roku, po prawie 20-letniej pracy w milicji, a potem w policji dyscyplinarnie zwolniony, a nie - jak oficjalnie informowano - dobrowolnie odszedł na emeryturę.

Reporterzy RMF podali, że dotarli do materiałów, z których wynika, że Surmacz jako szef gorzowskiej drogówki zwrócił bezprawnie swoim znajomym trzy prawa jazdy, wcześniej zatrzymane przez policjantów. Jedno z tych praw jazdy zabrano za jazdę po pijanemu. Prokuratura wszczęła postępowanie w tej sprawie. Jednak, jak się dowiedzieli reporterzy RMF, śledztwo przekazano do Warszawy, gdzie w dziwnych okolicznościach sprawa zniknęła. Z dokumentów wynika też, że Surmacz był wielokrotnie karany dyscyplinarnie.

Surmacz domaga się od stacji przedstawienia w ciągu dwóch dni oświadczeń, że podane informacje są nieprawdziwe. Dodał, że będzie się też domagał od Radia RMF FM zadośćuczynienia materialnego na wskazane przez niego cele społeczne. Podkreślił, że wrócił do policji po zakończeniu konfliktu z wicekomendantem wojewódzkim.

Rzecznik MSWiA Tomasz Skłodowski oświadczył w imieniu nieobecnego ministra Ludwika Dorna, że występując z wnioskiem do premiera o powołanie Surmacza na urząd, Dorn znał dokumenty całej sprawy. Rzecznik dodał, że minister brał też pod uwagę "drogę i dorobek zawodowy" Surmacza, który m.in. w 1983 r. jako milicjant zatrzymał pijanego pułkownika MO i doprowadził do prawomocnego skazania go, co w tamtych czasach wymagało - w ocenie Dorna - wyjątkowej odwagi.

Surmacz rozdał dziennikarzom, pochodzące - jak mówił - z jego prywatnego archiwum dokumenty, wskazujące na to, że postępowania dyscyplinarne i śledztwo wynikały m.in. z tego, że w 1992 r. miał odwagę - jako gorzowski policjant i radny miejski - powiedzieć, że ówczesny komendant wojewódzki z Gorzowa buduje struktury policji w oparciu o oficerów byłej SB. Z tego miały się wziąć późniejsze postępowania dyscyplinarne, które - jak mówił - w ówczesnej policji "nie miały szans na obiektywne rozpatrzenie". Gdy dziennikarze pytali o złożoną przez niego skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego na decyzję o zwolnieniu go z policji, Surmacz odparł, że skarga to nie to samo, co proces.

(PAP)

Autor: ea