Przed odlotem
Treść
Rozmowa z Dawidem Janczykiem, piłkarskim wychowankiem Sandecji, obecnie graczem warszawskiej Legii, przygotowującym się do występu w młodzieżowych mistrzostwach świata U 20
Jak ocenia Pan postawę swych byłych kolegów klubowych w pucharowym meczu Sandecji II z Puszczą Niepołomice?
- Jestem mile zaskoczony ich umiejętnościami i ambicją. Przyglądając się poczynaniom poszczególnych chłopaków - moich rówieśników, coraz wyraźniej zdaję sobie sprawę, jak wiele miałem szczęścia, że to właśnie ja trafiłem do ekstraklasy. W Sandecji wciąż trenują wybitnie utalentowani piłkarze. Tak zawsze było, jest i chyba już się nie zmieni.
Tymczasem pierwszy zespół tego klubu nie jest pewny utrzymania się w trzeciej lidze...
- Nie wiem, jak i dlaczego tak się dzieje, że w ostatnich sezonach Sandecja do końca rozgrywek drżeć musi o przedłużenie trzecioligowego bytu. Taka sytuacja rzeczywiście może deprymować kibiców. Tym większe moje dla nich uznanie: słyszałem, że podczas meczu z Kolejarzem stworzyli na stadionie wspaniałą atmosferę. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby drużyna pożegnała się z trzecia ligą. Dla miasta byłaby to klęska. Jestem dobrej myśli: chłopaki poradzą sobie z Hetmanem, a pomoże im w tym publiczność.
Zakończony niedawno ekstraklasowy sezon nie był dla Pana szczególnie udany?
- Powiedziałbym nawet, że kompletnie mi się nie udał. Pod koniec zimowego okresu przygotowawczego prezentowaliśmy - wraz z innym sądeczaninem Maćkiem Korzymem - wysoką dyspozycję. Prawie wyłącznie my, na zmianę, strzelaliśmy gole w sparingach, rozgrywki ligowe rozpoczynaliśmy więc jako dwójka wysuniętych napastników. O ile jednak Maćkowi udało się utrzymać formę do końca rundy wiosennej, o tyle ja przeszedłem do dzisiaj niewytłumaczalne załamanie. Straciłem zaufanie trenerów, co się z tym wiązało także miejsce w wyjściowej jedenastce, grywałem "ogony", nie mogłem ustabilizować swego formalnego statusu w Legii. Pod koniec sezonu przedłużyłem wreszcie kontrakt z tym klubem do roku 2011, co uważam za początek lepszej dla mnie przyszłości.
Tym bardziej, że zmienił się trener pierwszej drużyny seniorów?
- To pan powiedział. Ale rzeczywiście, prawdą jest, że przy trenerze Jacku Zielińskim ciężko byłoby mi odzyskać miejsce w podstawowym składzie. Mam nadzieję, że nowy szkoleniowiec nie będzie miał do mnie żadnych uprzedzeń.
Spotkał się już Pan z trenerem Janem Urbanem?
- Szczerze mówiąc, nie widziałem go jeszcze na oczy. Słyszałem jednak o nim wyłącznie dobre opinie. Człowiek bez fachowego przygotowania nie mógłby przecież pracować jako szkoleniowiec w klubie z hiszpańskiej ekstraklasy.
A inny "Hiszpan" Mirosław Trzeciak, dyrektor sportowy Legii?
- Sprawia wrażenie bardzo rozsądnej, poważnej osoby. Wie, czego chce. Nie mogę powiedzieć o nim jednego złego słowa.
Spędza Pan w Nowym Sączu urlop?
- Urlop? To za dużo powiedziane. Wpadłem do swojego miasta jak po ogień. Nacieszę się rodziną, spotkam z kolegami, a już w poniedziałek zameldować się muszę we Włocławku, gdzie rozpocznie się pięciodniowe zgrupowanie kadry przed odlotem do Kanady na młodzieżowe mistrzostwa świata.
Nie wystąpi w nich Maciek Korzym, którego nazwisko padło już podczas naszej rozmowy...
- Nie mogę się wypowiadać za Maćka, ale sam wyeliminował się z udziału w tych mistrzostwach. Nie rozumiem jego postępowania. Ale cóż, widać uznał, że tak będzie dla niego najlepiej.
Niektórzy prominentni trenerzy twierdzą, że odmowa wyjazdu na turniej w Jordanii równoznaczna jest dla niego z dożywotnią absencją w narodowej reprezentacji. Zgadza się Pan z takim postawieniem sprawy?
- To chyba trochę zbyt drastyczne stanowisko. Jeden błąd nie może decydować o całym życiu. Powtarzam jednak raz jeszcze: to problem Maćka. Nie mam żadnego, zwłaszcza moralnego prawa, by go oceniać. W każdym razie pozostanie on moim bliskim kolegą, bez względu na to, jaki będzie dalszy przebieg wydarzeń.
Powróćmy do kanadyjskich mistrzostw. Na ile ocenia Pan w nich szanse naszej reprezentacji?
- W eliminacjach zmierzymy się z Koreą Południową, Stanami Zjednoczonymi oraz z Brazylią. Z Amerykanami niedawno wygraliśmy, zmierzyliśmy się również z Koreańczykami na ich terenie. Padł remis, ale graliśmy wówczas "pod gwizdek" miejscowego sędziego. A co do Brazylijczyków, wiadomo... Bez względu na to, kto wystąpi w ich składzie, można się spodziewać, że olśni techniką. Ale powalczymy również i z Brazylią. Spotkanie odbędzie się w Montrealu na początek mistrzostw i z tego co wiem, w przedsprzedaży rozeszło się 65 tysięcy biletów. Przy tak licznej widowni jeszcze nie występowałem i pewnie długo nie wystąpię. Tremy jednak nie odczuwam. Co najwyżej takie przyjemne podekscytowanie. A szanse? Naszym celem minimum jest wyjście z grupy eliminacyjnej. Z całą pewnością stać nas na nie.
W kierownictwie polskiej ekipy, obok trenera dwudziestolatków Michała Globisza, znalazł się również selekcjoner narodowej "jedynki" Leo Beenhakker. Co Pan na to?
- Rozumiem podtekst pytania. Tak, ani przez chwilę nie porzuciłem myśli o ubieganiu się o powołanie do reprezentacji Polski seniorów. Miałem słabszy okres, ale to już przeszłość. Zaprezentowanie się z dobrej strony na oczach pana Beenhakkera z pewnością przybliży mnie do wymarzonego celu.
ROZMAWIAŁ: DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2007-06-15
Autor: ea