Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sandecjo oddaj kasę

Treść

Stowarzyszenie Miejski Klub Sportowy Sandecja do jutra musi zwrócić do budżetu miasta 160 tys. zł, jeśli tego nie zrobi, przez kolejne trzy lata nie dostanie ani grosza - przestrzega Józef Kantor, dyrektor Wydziału Kultury i Sportu Urzędu Miasta Nowego Sącza, były członek zarządu Sandecji. Może to oznaczać koniec trzecioligowego klubu piłki nożnej ze stuletnią tradycją. Przynajmniej w obecnej formule.



Zgodnie z ustawą o finansach publicznych termin składania rozliczeń organizacji pozarządowych, które skorzystały w roku poprzednim z dotacji ze środków publicznych minął 15 stycznia. Jeśli jakaś organizacja nie wykorzystała wszystkich pieniędzy albo wykorzystała je niezgodnie z przeznaczeniem, musi je oddać do końca lutego. Decyzję podejmuje prezydent, organizacja może się od niej odwołać do samorządowego kolegium odwoławczego - czytamy w ustawie.

160 nierozliczonych tysięcy...

- Zarząd MKS Sandecja w rozliczeniu finansowym nie przedstawił nam faktur na ponad 160 tys. zł. Zgodnie z prawem muszą te pieniądze zwrócić do budżetu miasta wraz z odsetkami od stycznia. Rozmawiałem o tym z zarządem w miniony piątek. Mają czas do środy - powiedział nam wczoraj dyrektor Kantor.

Na pytanie, co miasto zrobi, jeśli MKS nie odda pieniędzy, odpowiedział: - Postąpimy z pełną stanowczością i zgodnie z prawem. Oznacza to, że Stowarzyszenie MKS Sandecja nie dostanie w ciągu trzech kolejnych lat żadnych dotacji od miasta.

Próbowaliśmy zapytać zarząd klubu o to, jakie widzą rozwiązanie tej sytuacji. Bartosz Klimala, rzecznik prasowy i członek zarządu nie mógł wczoraj rozmawiać, bo przebywał w Niemczech. Wiceprezes Andrzej Abram nie chciał rozmawiać:

- Nie widziałem dokumentów, nie znam sprawy i nie wypowiadam się, jestem teraz na chorobowym - zakończył rozmowę.

Wiesław Leśniak, od połowy grudnia przewodniczący Komisji Rewizyjnej MKS Sandecja wyjaśnił, że za rozliczenie dotacji z roku 2006 odpowiadają dwaj kolejni kuratorzy Sandecji: Marek Banaś i Robert Kontewicz, obecny prezes zarządu. Z Banasiem nie udało nam się wczoraj skontaktować, podobnie z prezesem Kontewiczem, który podobno przebywa w Irlandii.

Andrzej Danek, drugi z wiceprezesów obiecał, że porozmawia z nami dzisiaj wieczorem, po posiedzeniu Zarządu MKS Sandecja, na którym kwestia zwrotu nierozliczonej części dotacji będzie omówiona.

"Zamrożona" dotacja 2007

Temat nierozliczonej zeszłorocznej dotacji podniósł podczas ostatniej sesji przewodniczący Rady Miasta Piotr Lachowicz. Zdaniem radnego prezydent nie mógł przyznać Sandecji dotacji na 2007 rok, do czasu rozliczenia. Podobnie powiedziano nam w innych urzędach gmin, do których dzwoniliśmy. Wniosek stowarzyszenia, które nie rozliczy dotacji, nie jest brany pod uwagę w konkursie na rok kolejny.

Jednak zdaniem dyrektora Kantora Sandecja mogła ubiegać się o dotację, bo wnioski konkursowe przyjmowano od 14 listopada do 15 grudnia ubiegłego roku. A termin rozliczeń za rok poprzedni minął 15 stycznia roku bieżącego.

Szefowa wydziału kultury i sportu w Urzędzie Gminy Busko Zdrój, gdzie z powodu nierozliczenia ubiegłorocznej dotacji losy trzecioligowej drużyny piłkarskiej AKS Busko zawisły na włosku twierdzi jednak, że do chwili wpłynięcia na konto miasta zwrotu niewykorzystanych środków za poprzedni okres, żadna organizacja nie może ubiegać się o kolejną dotację. Ich klub na taką nie może liczyć. Tymczasem 19 stycznia 2006 prezydent Ryszard Nowak zatwierdził dla MKS Sandecja dotację w wysokości 290 tys. zł. Jak poinformował radnego Lachowicza w czasie sesji, pieniądze te "zamrożono" do czasu rozliczenia klubu.

Gdzie są pieniądze Sandecji?

Z tym pytaniem próbowaliśmy się zwrócić kolejno do nowych, wybranych w grudniu 2006 r. członków zarządu klubu. Nie znali, bądź też nie chcieli podać nam odpowiedzi. Dyrektor Kantor, odpowiedzialny za sprawy sportu w mieście, a z Sandecją związany nie tylko sympatią, ale i działalnością w jednym z poprzednich zarządów, twierdzi, że i on nic nie wie.

- W rozliczeniu brakuje dokumentów poświadczających, na co wydano te pieniądze - powiedział.

Jest tajemnicą poliszynela, że dotacje celowe, które Stowarzyszenie mogło wydać tylko na "organizację zajęć, zawodów i imprez" były wydawane niezgodnie z przepisami, na zaległości wobec piłkarzy.

- Ani pół grosza z pieniędzy przeznaczonych przez miasto w formie dotacji dla klubu nie może być przeznaczone jako wynagrodzenie za podbijanie piłki główką czy kolankiem - oznajmił w czasie ostatniej sesji radny Józef Hojnor.

Jednak zawodnicy, którzy ostatnie wynagrodzenie otrzymali we wrześniu (zaległe od lutego do lipca 2006) są utrzymywani w przekonaniu, że dostaną wyrównanie z puli 290 tys. zł, które miasto przyznało MKS Sandecja w formie dotacji.

- Prezesi powiedzieli nam, że dostaniemy nasze pieniądze, jak tylko prezes Kontewicz wróci z zagranicy i podpisze dokumenty w ratuszu - powiedział nam Janusz Świerad, kapitan drużyny Sandecji, który sam czeka na zaległe pobory za siedem miesięcy.

Na wieść, że klub nie tylko może nie dostać obiecanej dotacji, ale - jeśli do jutra nie znajdą się pieniądze - zostanie odcięty od budżetowych środków na kolejne trzy lata, w słuchawce telefonu zaległa cisza.

- To szokująca informacja. Nie wiem, co powiedzieć - odezwał się po dłuższej chwili Świerad.

Co dalej?

Nie ulega kwestii, że pieniądze, które powinny być wydane na futbol młodzieżowy i zawody piłkarskie, zostały przeznaczone na inny cel.

Pytanie, jak wytłumaczy się z tego zarząd Sandecji? A może, nie będzie trzeba nic wyjaśniać, bo do jutra wpłyną na konto miasta zaginione 160 tys. zł, a może "odnajdą się" brakujące faktury na tę kwotę?

Dziś na ten temat radzić będzie zarząd klubu. Jeśli nie znajdzie natychmiastowego rozwiązania, Stowarzyszenie MKS Sandecja odcięte od budżetowych pieniędzy może przestać istnieć. Pozostaje pytanie, kto odważy się stanąć przed piłkarzami, kibicami oraz sądeckim podatnikiem i winę za to wziąć na siebie?

Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2007-02-27

Autor: ea