Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Śladami Amundsena

Treść

Sądeczaninowi Tadeuszowi Natankowi i Jackowi Wacławskiemu przyznano nagrody Rejs Roku 2006 i Srebrny Sekstant - najwyższe wyróżnienia w polskim żeglarstwie

Trzymiesięczna wyprawa, którą podjęły załogi jachtów "Nekton" i "Stary", zostały docenione przez jury najwyższych polskich trofeów żeglarskich za przepłynięcie Przejścia Północno-Zachodniego z Atlantyku na Pacyfik. Po raz drugi zdecydowano się przyznać Honorową Nagrodę Telewizji Polskiej równorzędnie dwóm kapitanom. Natanek i Wacławski spotkali się przypadkowo na Grenlandii, później płynęli już razem. Ten rejs zaczął się dla Natanka przed laty w Nowym Sączu.

Od 37 lat w salonie komendanta żaglowca szkolnego "Dar Pomorza" pod koniec roku zbiera się jury, by przyznać prestiżowe nagrody Rejs Roku i Srebrny Sekstant, ufundowany przez ministra gospodarki morskiej. W tym roku jurorzy docenili rejsy, których trasy uznali na najtrudniejsze do pokonania. Jachty "Stary" i "Nekton" przepłynęły Przejście Północno-Zachodnie, żeby uczcić pamięć Amundsena, który jako pierwszy pokonał ten odcinek z Atlantyku na Pacyfik.

Decyzja jury ma szczególne znaczenie dla Sądecczyzny, bo Tadeusz Natanek stąd się wywodzi, a historia nagrodzonego rejsu zaczyna się właśnie w Nowym Sączu.

"Nekton" czyli pływający

Tadeusz Natanek z urodzenia sądeczanin jest też obywatelem Kanady. Wyjechał tam 15 lat temu, z tych samych powodów, dla których i teraz młodzież opuszcza Polskę.

- Tak naprawdę nie miałem w planach wyjeżdżać stąd. Po prostu wypłynąłem w rejs. Po dotarciu do Kanady, postanowiłem tam już zostać. Polski jednak nie przekreśliłem. Myślę, że kiedyś tu wrócę - mówi Natanek.

Z zawodu jest weterynarzem, w Kanadzie prowadzi swój szpital. Każdą wolną chwilę poświęca swojej życiowej pasji - żeglowaniu. Jego pierwszym nauczycielem pływania był ojciec. Zabierał go na łódki, kiedy mały Tadeusz miał dwa lata.

- Pierwszy raz samodzielnie zacząłem pływać, jako ośmiolatek. Wiedzę o żeglowaniu zdobyłem na Jeziorze Rożnowskim, na sądeckim jachcie "Dunajec".

Żeglarską pasję ojciec zaszczepił też jego braciom. W latach 80. rodzeństwo postanowiło, że wybuduje własny jacht.

- Powstał on w wyniku naszego młodzieńczego zapału - wspomina kapitan. - I było to nasze rodzinne przedsięwzięcie. Udało nam się zdobyć pieniądze. W budowę zostało wciągniętych dwóch moich braci i przyjaciel. Można powiedzieć, że ostatnia nasza wyprawa była ukoronowaniem kilkunastoletniej pracy na "Nektonie" (z greckiego n?któs -pływający - przypis DP).

W rejsie przez Przejście Północno-Zachodnie wzięli udział wszyscy, którzy budowli jacht oraz ci, którzy pomagali, by wyprawa doszła do skutku.

- Tak naprawdę przygotowania do rejsu trwały 15 lat - wyjaśnia Natanek. Zanim wyruszyliśmy z Atlantyku na Pacyfik realizowaliśmy mniejsze i większe przedsięwzięcia na "Nektonie". Najpierw pływaliśmy po jeziorach Kanady, później łódkę przetransportowaliśmy na Atlantyk. Wyprawa, którą odbyliśmy w 2004 roku na Grenlandię, pozwoliła nam realnie ocenić sytuację. Upewniliśmy się, że można "Nektonem" pływać po lodzie. A takie bezpośrednie przygotowania do rejsu zajęły kilka miesięcy.

Na pokładzie

Pomimo że "Nekton" od lat znajduje się w Kanadzie, pływa pod polską banderą. Podczas wyprawy przez wybrzeże Grenlandii, północnej Kanady i Alaski po raz pierwszy w dziejach żeglugi na tym odcinku polska flaga była widoczna na maszcie. "Nektonowi" wyprawa zajęła trzy miesiące, pierwszemu, który przebył drogę dzielącą Ocean Atlantycki i Spokojny, Roaldowi Amundsenowi, 3 lata (1903-06), z tymże ten podczas swojego rejsu dokonywał wielu czasochłonnych badań.

100 lat temu żeglarze nawet nie śnili o takim sprzęcie, którym dysponowała załoga "Nektona".

- Może nie mieliśmy prysznica, ale za to najlepszy sprzęt do komunikacji - mówi kapitan. - Dzięki niemu drogą radiową dostawaliśmy na bieżąco informacje o warunkach atmosferycznych i lodowcach. Były one przetwarzana na pocztę elektroniczną. System działał bez zarzutów, zawsze wiedzieliśmy, jaka pogoda nas czeka. Jednocześnie sprzęt pozwalał nam na wysyłanie wiadomości naszym najbliższym, gdzie jesteśmy i co robimy.

Załoga dysponowała trzema laptopami, które nie tylko służyły komunikacji, ale i zabijaniu nudy.

- Nasz dzień był podzielony na wachty. Część załogi, która nie musiała czuwać, miała do dyspozycji stos książek i filmów. Niestety żegluga czasami jest bardzo monotonna - twierdzi Tadeusz Natanek.

Monotonia nie trwała jednak długo. Kiedy na horyzoncie pojawiały się lodowce, nikt nie oglądał filmów pod pokładem. Wszyscy byli zaaferowani białymi górami.

- Czasami musieliśmy się nagimnastykować, żeby nas lód nie zakuł - opowiada kapitan. - Tego typu podróże są zawsze bardzo ryzykowne. Trzeba uważać, bo bardzo szybko można stracić jacht. Jest trudne do przewidzenia, jak lód będzie się poruszał. Na pewnym odcinku trasy góry lodowe zaczęły się zagęszczać i musieliśmy szybko płynąć slalomem, żeby nas nie zblokowały. Ale znów nie było aż tak niebezpiecznie, żebym mógł stwierdzić, że walczyliśmy o życie.

Burta w burtę

Podróż "Nektona" śladami Amundsena rozpoczęła się 26 lipca ubiegłego roku. Siedmioosobowa załoga wyruszyła z Sept-Iles w stronę Grenlandii, która, jak uważa Tadeusz Natanek, jest najwspanialszym terenem do żeglowania:

- Wybrzeża Grenlandii nie zostały jeszcze skażone cywilizacją, turystyka jest tam bardzo mała i może dlatego tak zachwycają mnie tamte rejony.

Na Grenlandii spotkali się z załogą innego polskiego jachtu, "Stary" i już razem płynęli wytyczoną trasą.

- Wiedzieliśmy, że załoga "Starego" wybiera się w podobną podróż - mówi Natanek. - Oni również znali nasze plany, ale nikt z nas nie umawiał się, bo nikt nie był pewny, czy w ogóle wyprawa dojdzie do skutku, głównie ze względów logistycznych. I to chyba właśnie dlatego, że się nie umawialiśmy, przypadek zrządził o naszym spotkaniu.

Obie załogi postanowiły uczcić 100-lecie przepłynięcia tej trasy przez Amundsena. Odwiedzali te same miejsca, w których przed laty przebywał sławny norweski podróżnik.

- Jedyne, czego żałuję, to krótkich postojów. Ledwo zdążyliśmy poznać tubylców, a już musieliśmy wypływać. Niestety sezon pływacki na terenach za kołem polarnym trwa bardzo krótko. A my mieliśmy ogromny dystans do przepłynięcia i niewiele czasu. Zatrzymaliśmy się miedzy innymi w Giohawen, gdzie Amundsen spędził dwa lata nad badaniami pola magnetycznego. Ludzie są tam bardzo otwarci i wbrew moim wyobrażeniom w takich miejscowościach mieszka ich całkiem dużo, bo około tysiąc osób.

"Nekton" i "Stary" burta w burtę przepłynęli umowny punkt Barrow, który wyprowadził ich z terenów arktycznych.

- Tę umowną linię przepłynęliśmy związani cumami, żeby nie było wątpliwości, kto pierwszy ją minął. Tak więc dwa polskie jachty równocześnie pokonały trasę Amundsena - mówi Natanek.

Później obie załogi kierowały się już tylko na południe. 9 października cali i zdrowi dotarli do Vancouver w Kanadzie i po trzech miesiącach pełnych wrażeń, powrócić do prozaicznych zajęć dnia codziennego: jedni w szpitalu, inni na budowie albo w kancelarii adwokackiej.

Wiadomość na zakończenie

To z pewnością nie był ostatni rejs załogi "Nektona". Jak chyba wszystkim żeglarzom marzy im się podróż dookoła świata:

- Ale fajnie byłoby też opłynąć Amerykę Północną, popłynąć na Galapagos czy Wyspy Wielkanocne - mówi kapitan.

Dokonania "Nektona" zostały docenione. Srebrny Sekstant i Honorowa Nagroda TVP zostaną wręczone Tadeuszowi Natankowi i Jackowi Wacławskiemu na uroczystej galii "Rejs Roku 2006" w Gdańsku, tradycyjnie w pierwszy piątek marca.

- To bardzo miła wiadomość na zakończenie roku - powiedział w niedzielę Tadeusz Natanek. - Naprawdę się ucieszyłem. Chciałbym jednak zaznaczyć, że to nie mój sukces, ale całej załogi "Nektona". Ta nagroda jest przyznawana kapitanom, ale powinni otrzymać ją wszyscy, z którymi płynąłem. Czy spodziewałem się tych wyróżnień? Na pewno mogę powiedzieć, że nie płynęliśmy po nie. Katarzyna Gajdosz

Dziś o godzinie 17 w sali sądeckiego ratusza odbędzie się spotaknie z Tadeuszem Natankiem. - Snuć morskich opowieści nie potrafię. Wolę przemawiać fotografiami - mówi kapitan. Na spotkaniu zostaną więc wyświetlone slajdy i film z wyprawy.


"Dziennik Polski" 2007-01-02

Autor: ea