Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Syn radnego na literę B

Treść

Platforma zarzuca prezydentowi miasta kupczenie stanowiskami w zamian za poparcie radnych.

Szef sądeckiej Platformy Obywatelskiej poseł Andrzej Czerwiński i radny Józef Hojnor podczas zwołanej wczoraj konferencji prasowej oznajmili, że syn jednego z radnych, który odszedł z Klubu PO i Porozumienia Sądeckiego znalazł zatrudnienie w spółce Składowisko Odpadów Komunalnych. To zdaniem posła Czerwińskiego przykład politycznej korupcji i kupczenia stanowiskami w zamian za poparcie.



Mimo poważnie brzmiącego zarzutu ani radny, ani poseł nie chcieli wymienić owego radnego z nazwiska, każąc dziennikarzom domyślać się, o kogo chodzi.

Własne śledztwo w tej sprawie przeprowadził szef klubu Radnych PO PS Józef Hojnor, który przekonywał, że sprawą zainteresowali go mieszkańcy miasta:

- Wykonałem telefon do prezesa składowiska i usłyszałem, że syn pana radnego faktycznie został tam zatrudniony. Poza tym mamy telefony od społeczeństwa w tej sprawie, trudno mi się w tej sytuacji znaleźć. My tego nie chcemy komentować. Najlepiej, żeby państwo się do tego ustosunkowali - zasugerował dziennikarzom.

Na dociekania mediów o konkrety, poseł Czerwiński odpowiedział zagadką: "to mężczyzna, którego nazwisko zaczyna się na jedną z czterech pierwszych liter alfabetu...". Ponieważ z Klubu Radnych PO PS odeszli radni: Elżbieta Chowaniec, Antoni Rączkowski i Józef Bocheński, wypadło na tego ostatniego.

Istotnie Sławomir Bocheński, syn radnego Józefa Bocheńskiego, pracuje od niedawna w miejskiej spółce.

Radny zapewnia, że jego 33-letni syn sam znalazł sobie tę pracę. - Dość długo szukał zajęcia i sam je sobie załatwił. Ja nie mam z tym nic wspólnego. Nigdy nikomu nie załatwiałem pracy. Gdybym chciał mu pomóc, zrobiłbym to już wcześniej, przecież jestem radnym już kolejną kadencję, a syn ma tę pracę od miesiąca, czy dwóch - podkreśla.

Prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka nie udało nam się wczoraj poprosić o komentarz.

Monika Kowalczyk

Krzyżówka sądecka

Jeśli istnieje choć cień podejrzenia, że syn radnego został zatrudniony w spółce komunalnej w zamian za poparcie ojca dla prezydenta miasta, to sytuacja taka pachnie gorzej, niż okolice wysypiska śmieci. Dlaczego jednak politycy podający informację tego kalibru do publicznej wiadomości robią to formie krzyżówki do wypełniania w podmiejskim pociągu. Albo ktoś poważne dowody kładzie na stół, albo mamy do czynienia z dziecinadą. A wszystko to dzieje się w mieście położonym w widłach dwóch rzek, z których większa jest rodzaju męskiego i zaczyna się na jedną z czterech pierwszych liter alfabetu. Zabawne.

Wojciech Molendowicz, "Dziennik Polski" 2007-05-22


Autor: ea