Szczęściarz kaskader
Treść
Niewielkich obrażeń ciała doznał 37-letni kierowca, który w piątek pod wieczór zjechał urwistym brzegiem z Bulwaru Narwiku w Nowym Sączu do Kamienicy. Jak się wczoraj dowiedzieliśmy zasłabł za kierownicą, a zdarzyło mu się to już drugi raz.
Przechodnie przecierali oczy ze zdumienia, widząc skodę oktawię stojącą w poprzek rzeki i wbitą przodem w stromą skarpę brzegu. Trudno było sobie rzeczywiście odtworzyć drogę, jako przebył jadący w niej mieszkaniec podsądeckiej miejscowości i pojąć, że właściwie nic mu się nie stało, ani nikomu po drodze.
W sobotnim numerze "Dziennika Polskiego" zdążyliśmy zamieścić zdjęcie z krótkim podpisem, który jednak nie wyjaśniał okoliczności zdarzenia. Odtworzyliśmy jedynie drogę, jaką przebył pojazd zanim znalazł się w rzece. Otóż skoda oktawia jechała Bulwarem Narwiku od strony tzw. młyna jezuickiego do Mostu Lwowskiego. W pewnej chwili prowadzący ją mężczyzna skręcił w lewo, przejechał przeciwległy pas ruchu i wjechał na trawnik ciągnący się wzdłuż bulwaru. Samochód w pełnym pędzie ominął rosnące tam dość gęsto drzewa i krzewy, runął z kilkumetrowej skarpy do wody, po czym przejechał nurt na drugą stronę i zatrzymał się stromiźnie przeciwległego brzegu.
- Okazało się, że mężczyzna podczas jazdy stracił na chwilę świadomość, zrobiło mu się ciemno przed oczami - poinformowała nas Beata Frohlich, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu. - Podobno odwiedziony karetką do szpitala twierdził później, że taki przypadek, oczywiście z mniej groźnymi skutkami, już mu się przytrafił. Tym razem może mówić o ogromnym szczęściu.
Faktycznie nieumyślny kaskader może mówić o wyjątkowym zbiegu szczęśliwych okoliczności. Po pierwsze żaden pojazd nie jechał w tym momencie z przeciwnej strony, po drugie nikt nie szedł wydeptaną ścieżką po trawniku nad brzegiem rzeki, po trzecie, jakimś cudem pojazd znalazł sobie lukę między drzewami, po czwarte nachylenie brzegu w tym miejscu pozwoliło na zsunięcie się auta bez dachowania, po szóste na drodze samochodu dno rzeki nie miało wystających kamieni i pozwoliło na bezpieczny przejazd na drugą stronę i łagodne wyhamowanie w ziemnym nabrzeżu. Pojazd wyciągany przez strażaków do późnych godzin wieczornych przy użyciu specjalistycznego sprzętu, również wyszedł z tej przygody bez większych uszkodzeń. (WCH), "Dziennik Polski" 2007-03-05
Autor: ea