Szkodzi? Nie szkodzi
Treść
Zaskarżona decyzja budowy przekaźnika telefonii komórkowej na Helenie
Komitet protestacyjny mieszkańców dzielnicy Helena w Nowym Sączu zaskarżył do wojewody małopolskiego zgodę na budowę stacji bazowej telefonii komórkowej na jednym z prywatnych budynków tego osiedla. Protestujący od blisko roku próbują zablokować tą inwestycję, uważając, że promieniowanie nadajnika będzie szkodzić ich zdrowiu.
Sprawa odżyła po pół roku, bo 19 grudnia Wydział Architektury Planowania Przestrzennego i Rozwoju Miasta wydał zgodę na budowę stacji. Okazało się, że inwestor cały czas konsekwentnie dążył, aby na dachu budynku, którego jest właścicielem, zamontować urządzenie. Wydaje się, że dopiął swego.
Jerzy Potoniec, szef komitetu protestacyjnego, mówił nam w lecie, iż właściciel budynku zapewniał protestujących na zebraniach, że jeśli będą jakiekolwiek protesty, to odstąpi od montowania nadajnika. Stało się inaczej, choć już wówczas przeciwko takiemu pomysłowi wytaczano ciężkie argumenty.
W piśmie skierowanym wówczas do prezydenta miasta mieszkańcy Heleny dowodzili, że stacje telefonii komórkowej oddziałują negatywnie na zdrowie i warunki życia ludzi.
"Nadajniki wysyłają promieniowanie elektromagnetyczne w różnych dawkach - informowano w piśmie prezydenta - nie jest to obojętne dla ludzi."
Protestujący zwracali uwagę, że planowana stacja jest parametrami zbliżona do tej, która znajduje się na sądeckim ratuszu. A tam, gdy podejmowane są jakieś dłuższe roboty na strychu, operatorzy zmniejszają poziom emisji promieniowania.
Z pism, jakie krążą obecnie między ratuszem a urzędem wojewody w Krakowie, wynika, że formalnie na placu boju pozostała jedna skarżąca się sąsiadka, gdyż komitet protestacyjny został zignorowany jako strona w sporze. Przede wszystkim dlatego, że nie ma osobowości prawnej. Ale gdyby nawet miał - podkreślają to ratuszowi urzędnicy, to i tak nie byłby stroną w konflikcie, bo z mocy prawa na temat planowanej inwestycji rozmawia się z bezpośrednimi sąsiadami.
- Nie wiemy, jakie będzie stanowisko wojewody w tej sprawie - mówi Jerzy Potoniec, cały czas reprezentujący grupę skarżących się mieszkańców Heleny - widać jednak wyraźnie, że odsuwa się nas od sprawy z przyczyn formalnych, bo nikt odpowiedzialnie nie stwierdził, że stacja nie będzie nam szkodzić. Kiedy się nie ma argumentów merytorycznych, szuka się formalnych.
Właściciel budynku "Bajkolandu", na którym ma stanąć stacja wzmacniająca sygnały telefonii komórkowej, twierdzi od samego początku, że planowany obiekt nie będzie zagrażać nikomu. "Bajkoland" odwiedza cały czas dużo dzieci i instalacja urządzeń szkodliwych dla zdrowia byłaby samobójcza przede wszystkim dla pomysłu samego "Bajkolandu".
- Mimo wszystko ciekaw jestem, jak instancje odwoławcze potraktują ten jeden protest sąsiadki - mówi Jerzy Potoniec - bo nie można go zbyć takimi zapewnieniami, jakimi nas próbowano.
(WCH)
Autor: ea