Tomasz Ostalczyk, nabytek Sandecji
Treść
Tuż przed zamknięciem letniego okienka transferowego, dosłownie za pięć dwunasta, Sandecja wzmocniła się napastnikiem, którego tak bardzo potrzebowała. Z sądeckim klubem półroczny kontrakt podpisał Tomasz Ostalczyk, mający za sobą występy w pierwszoligowym ŁKS Łódź. Jeszcze w piątek o godz. 15 przebywał on w swym rodzinnym mieście, by 25 godzin później zadebiutować w nowym dla siebie klubie. Na mecz "jedynki" z Przebojem Wolbrom jeszcze nie zdążył, za to wybiegł na boisko w Muszynie, gdzie rezerwa Sandecji toczyła zawody z tamtejszym Popradem. Zdaniem trenera Stanisław Filasa występ dwudziestolatka wypadł bardzo obiecująco. Z Tomaszem Ostalczykiem rozmawialiśmy tuż po jego przyjeździe do Nowego Sącza. - Nazwisko Pańskie znajomo brzmi piłkarskim kibicom... - Zgadza się, dwaj moi stryjkowie zapisali znaczącą kartę w historii polskiego futbolu. Większa kariera stała się udziałem Grzegorza Ostalczyka, który przez długie lata grał w pierwszoligowym ŁKS ie, ocierając się o reprezentację Polski. Młodszy brat Grzegorza - Janusz, też ekstraklasowiec - związał natomiast swe piłkarskie losy z Rzeszowem. - Pan kontynuuje rodzinne tradycje... - Nie mogło być inaczej. Rozpoczynałem w maleńkim ChKS Łódź, skąd przeniosłem się do SMS. Z tej szkolnej drużyny trafiłem już do ŁKS u. Rozegrałem w II lidze trzy mecze, by zostać wypożyczony do rezerw Kolportera Korony Kielce. Po powrocie do ŁKS u siedmiokrotnie wystąpiłem w Orange Ekstraklasie. Przed rozpoczęciem trwającego właśnie sezonu trener Wojciech Borecki lojalnie mnie poinformował, że mam raczej niewielkie szanse na przedarcie się do pierwszej drużyny i że grać będę w Młodej Ekstraklasie. Miałem kilka ofert z zewnątrz, doszedłem jednak do wniosku, że lepiej będzie dla mnie, jeśli pozostanę w Łodzi. Tymczasem w piątek o godz. 15, menedżer klubowy Zdzisław Kapka dał mi znać, że interesuje się mną Sandecja. Powiedział, iż to fajny klub, który ma drugoligowe ambicje i że panuje w nim świetna atmosfera. Radził mi skorzystać z oferty. Posłuchałem menedżera i oto jestem zawodnikiem sądeckiego zespołu. Na co najmniej trzy miesiące. - Sandecja rozglądała się za napastnikiem... - No to znalazła, bo ja nim jestem. Najczęściej występowałem właśnie w ataku. Ustawiany bywałem również jako ofensywny pomocnik. Bramki w każdym razie potrafię strzelać. - Był Pan już wcześniej w Nowym Sączu? - Tylko jeden raz. W ubiegłorocznym spotkaniu Sandecji z Kolporterem Koroną II siedziałem na ławce kieleckiej drużyny. Znam za to Dawida Janczyka i Maćka Korzyma, piłkarzy wywodzących się z waszego miasta. Bywałem z nimi na zgrupowaniach młodzieżowej kadry narodowej. Jestem tylko ciut od nich starszy. Urodziłem się w 1987 r i jeszcze przez rok pozostanę młodzieżowcem. - Czego oczekuje Pan po okresie występów w Sandecji? - Chcę jak najwięcej grać i pomóc tej drużynie, włożyć swą cegiełkę w awans do II ligi. Nie po to przemierzałem z Łodzi 400 kilometrów, by usiąść w Nowym Sączu na laurach. Najprawdopodobniej już w środę, w meczu z Naprzodem Jędrzejów pokażę się tutejszej publiczności. Słyszałem, że jest wspaniała. Rozmawiał Daniel Weimer "Dziennik Polski" 2007-09-03
Autor: wa