Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Tradycja i nowoczesność

Treść

- To miasto zostało zbudowane przez rzemiosło i kupców, więc można zaryzykować stwierdzenie, że historia Nowego Sącza jest historią przedsiębiorczości - uważa Jan First, starszy Cechu Rzemiosł Różnych i Przedsiębiorczości. Dzisiaj rzemieślnicza organizacja obchodzi 120-lecie istnienia, choć tak naprawdę dzieje sądeckiego rzemiosła sięgają XIV wieku.



Ówczesne kroniki wspominały o żyjących w Sączu przedsiębiorczych ludziach "obeznanych z arkanami handlu i produkcji rzemieślniczej". Natomiast w księdze wójtowsko ławniczej z przełomu XV i XVI wieku wspomina się już o 150 miejscowych rzemieślnikach reprezentujących ponad 30 specjalności, w tym piekarzach, przedstawicielach rzemiosł metalowych, a także piwowarach, młynarzach i rzeźnikach.

W mieście o tak zróżnicowanym systemie produkcji nie mogło zabraknąć organizacji regulujących i kontrolujących życie gospodarcze. Rzeczywistość wymusiła więc powstanie cechów, które zostały utworzone prawdopodobnie w XIV wieku. Prawdopodobnie, bo burze dziejowe pozbawiły Nowy Sącz ksiąg dokumentujących te najodleglejsze etapy jego historii. Pewne jest natomiast, że dwa wieki później miasto słynęło z tak dużej liczby rzemieślników i warsztatów oraz tak imponującej produkcji, że można je śmiało określić mianem gospodarczej potęgi regionu. Nie bez przyczyny zaliczano je wówczas do najznaczniejszych po Krakowie ośrodków Małopolski.

Dobra passa nie trwała jednak długo, bo oto nadszedł tragiczny wiek XVII, a wraz z nim zarazy, pożary, powodzie, a także wojny i przemarsze wojsk. W ciągu jednego stulecia ludne renesansowe miasto zamieniło się w biedną galicyjską mieścinę. Z każdej ulicy, z każdej dzielnicy wyzierała więc przysłowiowa galicyjska bieda. Ludność miasta została zredukowana o połowę, a przykrym wspomnieniem niedawnej rzemieślniczej potęgi było kilkanaście ubogich warsztatów. Upadły też cechy, które w tej sytuacji okazały się zbędne.

- Los nie sprzyjał Nowemu Sączowi, który już dwa lata przed pierwszym rozbiorem Polski został wcielony do cesarstwa austriackiego - przypomina Jan First. - Zresztą potraktowano go wtedy jako daleką prowincję znajdującą się gdzieś na północnych krańcach Węgier. Nowa władza nie była też przychylna cechom, które traktowała jako ostoję wiary i polskości, tymczasem cesarstwo dążyło do integracji ludów żyjących na całym swoim terytorium. W drugiej połowie XIX wieku katastrofalna w skutkach miała być realizacja zapisów tzw. ustawy przemysłowej nakazującej likwidację cechów uznawanych jako nielegalne organizacje, które nie powstały na gruncie prawa austriackiego. Wszystko to w momencie, gdy Nowy Sącz znowu zaczynał się rozwijać. W 1782 r. miasto stało się siedzibą cyrkułu (odpowiednika powiatu), więc znacząco wzrosła jego ranga. 18 sierpnia 1876 r., czyli w dniu urodzin cesarza Franciszka Józefa, Nowy Sącz włączono do kolei tarnowsko leluchowskiej i podjęto budowę warsztatów kolejowych, które walnie przyczyniły się do dynamicznego wzrostu gospodarczego miasta. W tych sprzyjających okolicznościach w marcu 1887 r. powstaje Cech Wielki nazywany również Zbiorowym.

- Wprawdzie nazwa Cech Zbiorowy pojawiła się na kartach historii miasta już 540 lat wcześniej, ale tym razem była to pierwsza w dziejach regionu monolityczna organizacja rzemiosła gromadząca w swoich szeregach wszystkie specjalizacje zawodowe - podkreśla Jan First. - Objęła więc stolarzy, tokarzy, bednarzy, kowali, blacharzy, zegarmistrzów, kotlarzy, drukarzy, murarzy, introligatorów, cieśli, złotników, brązowników, mosiężników, rzeźników, piekarzy, cukierników, krawców czy fryzjerów.

Od tego czasu sądeckie rzemiosło dynamicznie się rozwija, a po I wojnie światowej rośnie w siłę, odrabiając szybko czasy początkowego "habsburskiego" zastoju. Na początku lat 30. XX wieku w Nowym Sączu funkcjonowało 285 warsztatów. W 1935 r. w mieście odbył się pierwszy Podhalański Zjazd Rzemiosła, w którym uczestniczył m.in. kard. Adam Sapieha i brat generała Sikorskiego - Bolesław, wówczas dyrektor Związku Izb Rzemieślniczych RP. Dwa lata później, w reakcji na dominację handlu i rzemiosła żydowskiego, dotychczasowy Cech Zbiorowy przekształcono w Chrześcijański Cech Zbiorowy. O tym, że był to jedynie formalny zabieg świadczy choćby fakt, iż na czele nowej organizacji stanął Józef Homecki, sądecki introligator, który kierował poprzednim Cechem Zbiorowym. Wtedy to cechowe władze zamówiły u Bolesława Barbackiego obraz św. Józefa, który do dziś można oglądać w sądeckiej bazylice, ufundowały też tablicę poświęconą księdzu Janowi Sygańskiemu, wielkiemu piewcy sądeckiego mieszczaństwa.

Cech przetrwał okupację i odnalazł się w nowej, powojennej rzeczywistości. Przez kolejne dziesięciolecia rzemiosło przeżywało i dobre, i złe chwile. W 1948 r. wprowadzono obowiązek przynależności rzemieślników do cechów. Rzemiosło miało się całkiem dobrze, bo było zapotrzebowanie na usługi drobnych zakładów, które sprawnie realizowały zamówienia klientów. Ci zwykle byli zadowoleni z takiej współpracy, bo rzemieślnik we własnym zakresie załatwiał materiał, wykonywał zlecenie, posprzątał po sobie i wziął na siebie "papierkową robotę". Rzemiosła nie osłabiła nawet pamiętna ustawa z 1989 r., która wprowadziła swobodę działalności gospodarczej, wycofując automatycznie zapis o obowiązkowej przynależności do cechów.

- Po wojnie różnie określało się rzemieślników - wspomina Jan First. - Byli więc prywaciarzami, prywatną inicjatywą czy wreszcie przedsiębiorcami. Liczy się jednak przede wszystkim to, że pozostali wierni tradycji. Kochają swoje miasto i przyczyniają się do jego rozwoju. Każdy robi to najlepiej jak umie, łącząc tradycję z nowoczesnością. I tak w stosowaniu tradycyjnych receptur wypieku chleba nie przeszkadza to, że piecem steruje komputer, a szkło wymyślone przed trzema tysiącami lat przez Fenicjan przykrawa dziś jedna z dwóch najbardziej nowoczesnych maszyn w Polsce kupiona przez Jana Platę, właściciela bardzo utytułowanego zakładu szklarskiego w Podegrodziu. Rzemieślnicy idą więc do przodu, ale nie bezmyślnie czy bezkrytycznie. Oglądają się wstecz, sięgają do historii, szanują tradycję.

Dodajmy, że myślą też o swoich następcach. Od 1993 r. cech prowadzi szkołę, kształcąc przyszłych rzemieślników różnych specjalności. W Nowym Sączu funkcjonuje więc Zasadnicza Szkoła Zawodowa, do której uczęszcza ponad 500 uczniów, a od 1996 r. podobna placówka działa też w Muszynie Złockiem.

PAWEŁ SZELIGA, "Dziennik Polski", 2007-03-19

Autor: ea