Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Uczennica w stanie błogosławionym

Treść

Są pojedyncze przypadki gimnazjalistek w ciąży - mówi dyrektor delegatury kuratorium Stanisław Szudek

Do 5 stycznia dyrektorzy szkół wszystkich szczebli mają przekazać do Ministerstwa Edukacji Narodowej informacje o przypadkach uczennic w ciąży. Komentarze o tropieniu życia intymnego w szkołach jest postawieniem problemu na głowie - mówią dyrektorzy sądeckich szkół. - Przypisywanie nam szukania dziewcząt w ciąży przez wypytywanie uczniów, szpitali czy przychodni jest czymś absurdalnym.

Na stronie internetowej Małopolskiego Kuratorium Oświaty opublikowana została treść ministerialnej ankiety dotyczącej badania efektów zajęć edukacyjnych "Wychowanie do życia w rodzinie" realizowanych w kraju na wszystkich poziomach edukacji od szkoły podstawowej po technika i licea. Druga jej część poświęcona jest informacjom dotyczącym ewentualnych przypadków uczennic w ciąży i pomocy, jaka została im przez szkołę udzielona. Chodzi o zamknięte już lata szkolne 2004/2005 oraz 2005/2006.

Próbowaliśmy wczoraj, mimo przerwy w nauce szkolnej, ustalić, w jakiej skali jest to problem sądeckiej oświaty.

- Przede wszystkim należy stwierdzić, że ankieta dotyczy efektów nieobowiązkowych zajęć edukacyjnych realizowanych bardzo różnie w szkołach na każdym szczeblu jeszcze z czasów, gdy ministrem edukacji była osoba z SLD, więc te zajęcia mają już swoją historię - powiedział nam dyrektor sądeckiej delegatury Małopolskiego Kuratorium Oświaty, Stanisław Szudek. - Na uczestnictwo dzieci w takich zajęciach rodzice mogli się nie godzić. Ankieta próbuje zebrać dane do szykowanego w ministerstwie raportu. Chodzi o to, w jakim zakresie wychowanie rodzinne było realizowane, kto to robił i na bazie jakich podręczników. Wielu nauczycieli przeszło wcześniej odpowiednie kursy. Przy okazji pada to pytanie o uczennice w ciąży.

Wczorajsza publikacja "Gazety Wyborczej" sugeruje, że dyrektorzy mają zbierać dane o aktualnych przypadkach uczennic w ciąży.

- Sprawa dotyczy dwóch minionych już lat szkolnych, a ankieta pyta o posiadany stan wiedzy dyrektorów na ten temat - wyjaśnia dyrektor Szudek. - O przypadkach ciąży w swoich szkołach mogą wiedzieć od wychowawców, pedagogów szkolnych i od rodziców. Sugerowanie, by w jakiś inny sposób mieli zdobywać teraz informacje, jest czymś, czego sobie nie mogę wyobrazić w praktyce szkolnej. Zdarzają się przypadki młodych matek w szkołach ponadgimnazjalnych. Wiem o pojedynczych przypadkach w gimnazjach na terenie objętym nadzorem edukacyjnym sądeckiej delegatury. Myślę, że ankieta pozwoli lepiej poznać skalę tego zjawiska. Chcę przypomnieć, że ustawowo szkoła jest zobowiązana do pomocy uczennicom w takich przypadkach. Mówi o tym także nasz statut szkolny. Szkoła nie powinna tu oceniać, a już najgorzej gdyby piętnowała. Dla dziewczyny to jest ogromne przeżycie, nierzadko towarzyszy temu wstyd, lęk. Dla rodziców i rodziny również jest to ogromny problem. Zachowują się rozmaicie. Pobyt córki w szkole w zaawansowanej ciąży może być krępujący.

Do Zespołu Szkół nr 1 w Nowym Sączu uczęszcza 1200 uczniów, z czego ponad połowę stanowią dziewczęta. Dyrektor Jan Rosiek przyznaje, że przypadki zajścia w ciążę wśród jego uczennic się zdarzają.

- Po pierwsze wykluczam możliwość zbierania takich intymnych informacji w środowisku czy na przykład w placówkach służby zdrowia - mówi dyrektor Rosiek. - Takie wiadomości docierają do nas poprzez rodziców lub wychowawcę. Rozeznanie ma także pedagog szkolny. W takim przypadku szkoła czyni wszystko, by uczennica mogła skończyć szkołę. Jest możliwość nawet półrocznych urlopów od nauki. Trudno pochwalać zbyt wczesne macierzyństwo, ale obserwuję, że kiedy już staje się faktem, nastawienie kolegów, koleżanek, nauczycieli jest dalekie od niechęci. A wręcz przeciwnie, okazują oni wyrozumiałość, troskę, chcą pomóc.

Do odpowiedzi na ankietę szykuje się dyrektorka Gimnazjum nr 2 w Nowym Sączu, Joanna Wituszyńska. Ona także zauważa, że szkoła ma obowiązek pomóc:

- Macierzyństwo powinno być udziałem młodych ludzi, ale w odpowiednim wieku. Cóż, życie bogatsze jest od naszych wyobrażeń. U nas akurat takiego przypadku nie było, ale gdyby miał miejsce, szkoła powinna pomóc dziewczynie. Na marginesie powiem, że odnoszę wrażenie, iż cokolwiek minister Giertych zrobi, będzie atakowane. Jakby nie oceniać tej próby, pierwszy zwrócił uwagę, na problemy wychowawcze w gimnazjach i na naszą bardzo trudną pracę. Zainteresowanie się sprawą uczennic w ciąży i tym jak reaguje na to szkoła, jest według mnie rzeczą bardzo ważną, pod warunkiem, że nie zniekształca się całego zamysłu.

Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2006-12-28

Autor: ea