Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Uczniowie wyszli na ludzi

Treść

Niezwykły zjazd maturzystów z 1955 roku

"Siedemdziesiąt mieć lat to nie grzech" - pod takim hasłem odbyło się w sobotę spotkanie absolwentów I Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza, którzy zdawali maturę w 1955 r.



Kiedyś niepokorni i skłonni do robienia różnych psot licealiści, a dziś stateczni panowie z tytułami profesorskimi, czy doktoratami, nadal czują respekt wobec grona pedagogicznego, które wprowadziło ich w dorosłe życie. Większość byłych nauczycieli już nie żyje. Na kolejnych zjazdach honorowe miejsce zajmuje Wojciech Trzópek, jedyny żyjący pedagog, który uczył maturalną brać z rocznika 55".

- Z profesorem Trzópkiem mieliśmy lekcje fizyki - wspomina Mieczysław Niemiec. - Był wymagający, ale sprawiedliwy. Ze mną miewał kłopoty, bo nie przykładałem się do nauki i z trudem wywalczyłem trójkę na świadectwie. Coś mi jednak w głowie zostało, bo na studiach miałem już czwórkę, a doktorat zrobiłem z państwowym wyróżnieniem.

Niepokorny uczeń został doktorem inżynierem i wynalazcą w dziedzinie urządzeń grzewczych. Na kartach historii szkoły zapisał się m. in. jako utalentowany kajakarz. Ponieważ startował w zawodach z dwoma braćmi te sportowe wydarzenia określano żartobliwie mianem zawodów Polska Niemcy.

Mieczysław Niemiec szacuje, że ponad 20 proc. absolwentów trzech klas zdających maturę w 1955 r. zrobiło doktoraty. W tym gronie jest też trzech profesorów. W sobotnim spotkaniu uczestniczył jeden z nich, prof. Bogusław Petryszak. Swoje zawodowe życie związał z UJ, a poświęcił się badaniu fauny polskich Karpat. Obiektem jego badań jest chrząszcz ryjkowiec (łac. Curculionidae).

- Wciąż czuję respekt przed profesorem Trzópkiem, choć od lat nasze kontakty mają przecież zupełnie inny, bo przyjacielski charakter - żartuje Bogusław Petryszak. - Może dlatego, że fizyka była dla mnie rodzajem Golgoty. Mówiąc oględnie, przyswajanie tej wiedzy nie przychodziło mi łatwo.

- Wszyscy wyszli na ludzi - podkreśla Wojciech Trzópek. - Starałem się być dla nich wyrozumiały, choć pewnie nie było lekko, bo przyszedłem do szkoły jako młody i ambitny nauczyciel. W pewnym sensie stali się więc ofiarami moich wczesnych pedagogicznych eksperymentów.

O tym, że absolwenci z 1955 r. faktycznie byli wyjątkowi świadczą ich naukowe i zawodowe sukcesy. W sobotnim spotkaniu uczestniczyli więc m.in. inżynierowie realizujący przed laty wielkie inwestycje w kraju i za granicą. Wśród nich był Adam Woźniak, który koniec lat 70. wybudował systemy irygacyjne wzdłuż rzeki Tygrys w Iraku.

- Dziś pewnie niewiele z tego zostało, bo przecież tam były bombardowania - macha ręką Adam Woźniak.

Jednym z głównych organizatorów zjazdu był znany w Nowym Sączu społeczny działacz sportowy Tadeusz Dobek, słynący ze swoich zdolności organizacyjnych. Podczas sobotniego spotkania wręczył swoim najbliższym kolegom z czasów szkolnych, czyli Adamowi Woźniakowi i Wiesławowi Zwolińskiemu, "Dzieje Nowego Sącza".

- Mieszkaliśmy razem w bursie, więc wiele przeżyliśmy i połączyły nas wspaniałe wspomnienia tych młodzieńczych, trochę zwariowanych czasów - tłumaczył ten niespodziewany punkt uroczystości Tadeusz Dobek.

(SZEL) , "Dziennik Polski" 2007-06-04

Autor: ea