Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wielkie rozczarowanie

Treść

III liga. Sandecja - Wierna Małogoszcz 0-1

Po bardzo słabym spotkaniu Sandecja uległa w sobotę przed własna publicznością z Wierną Małogoszcz. Była to porażka gospodarzy ze wszech miar zasłużona.



Goście mieli nie tylko pomysł na grę, ale jako drużyna prezentowali się znacznie korzystniej. Udało im się przy tym zdobyć gola, którego nie powstydziłyby się wielkie, światowe stadiony. Przegrana sprawiła, że podopieczni trenera Bogusława Szczecina znaleźli się raczej nieoczekiwanie w gronie zespołów, którym przyjdzie stoczyć trudny bój o zachowanie trzecioligowego bytu.

Bogusław Szczecina, trener Sandecji:

Odpowiedzilność biorę na siebie

- Nudne już pewnie staje się zwalanie winy za niepowodzenia na kontuzje czołowych graczy, choć są one jednak faktem obiektywnym. Od tego jestem trenerem, by radzić sobie w każdej, nawet trudnej do przewidzenia sytuacji. Odpowiedzialność za stracone wiosną punkty biorę zatem na siebie. Nie oznacza to, że o sobotni mecz nie mam pretensji do swych podopiecznych. Mam, i to duże. Nie zrealizowali ani w dwudziestu procentach założeń taktycznych. Pozwolili rywalom na zagęszczenie środkowej linii, czym skazali się na konieczność wyprowadzania ataków z własnego przedpola. Zabrakło ponadto tzw. sportowej złości. W tym aspekcie są jednak wyjątki. Pauzujący z uwagi na uraz Dawid Szufryn wpadł po spotkaniu w furię. Maciek Polański płakał w szatni. A słyszał pan, kto, jako jedyny, krzyczał na boisku? Staszek Bodziony. Nie chcę przez to powiedzieć, że innym graczom zabrakło cech wolicjonalnych. Nie, oni naprawdę bardzo chcieli wygrać. Gdzieś jednak zapodział się ten "dopalacz". Potyczka z Wierną to już historia. Przed nami kolejne mecze "o wszystko". Nie wyobrażam sobie, byśmy mieli dać plamę w konfrontacji z juniorami z Buska. Mam nadzieję, że spotkanie z AKS em będzie początkiem wędrówki Sandecji w górę tabeli.

Zarząd w szatni

Po zakończeniu spotkania kilku oficjeli udało się do szatni, w której z głowami w kolanach siedzieli podłamani gracze Sandecji. Obyło się bez połajanek. Przeciwnie: Wiesław Leśniak, Wiktor Bachula i Józef Kantor starali się dodać piłkarzom ducha, zapewniając, że zarząd klubu pozostaje z nimi na dobre i na złe. Wkrótce powinniśmy przekonać się, na ile ten gest otuchy okaże się skuteczny.

(DW), "Dziennik Polski" 2007-04-16

Autor: ea