Wilk, który został Neronem
Treść
Michał Bajor W "Sokole"
Michał Bajor był bohaterem piątkowego wieczoru podczas III Wiosennego Festiwalu Artystów Piosenki "Pamiętajcie o ogrodach". Tak jak w przypadku Edyty Geppert i zespołu Kroke" w sali MCK "Sokół" zgromadził się komplet widzów. Śpiewający aktor dokonał przeglądu trwającej trzydzieści kilka lat kariery. Towarzyszyli mu: Wojciech Borkowski (fortepian), Mariusz Jeka (klarnet) i Klaudiusz Baran (akordeon).
Michał Bajor ma swoich wielbicieli i przeciwników. Tych pierwszych zachwyca charakterystycznym wibrującym głosem, który jest znakiem rozpoznawczym, wręcz firmowym. Dla oponentów pulsujące wykrzykiwane słowa są dowodem na coś wręcz odwrotnego, dowodem, że śpiewa niezgodnie z prawidłami wokalistyki. Wszystko jest rzeczą gustu. Ja Bajora cenię, za wyrazistość, za elegancję i poczucie humoru, za współpracę ze znakomitymi autorami tekstów i muzyki, za profesjonalizm na koncertach, za dostarczanie prawdziwych wzruszeń.
- Witam wszystkich państwa bardzo serdecznie w Nowym Sączu w czasie wiosny muzycznej - rozpoczął artysta swój wieczór od krótkiej opowieści. - Proszę się nie martwić, to nie będzie oczywiście recital fortepianowy. Ja zaraz po odśpiewaniu jednej piosenki wyjdę tam na środek sceny, gdzie czuję się najbezpieczniej i będę śpiewał dalej i snuł opowieści muzycznych ciąg dalszy. Wszystko zaczęło się bardzo, bardzo dawno temu, w Opolu. Mój ojciec, który jest w tej chwili na emeryturze, poza teatrem zawodowym prowadził także teatrzyk amatorski, gdzie ja zadebiutowałem, będąc w szkole podstawowej, w bajce pt. "Czerwony Kapturek. Zagrałem wilka, którego dzieci się bały,. A już wiele lat później powtórzyłem tę kreację rolą... Nerona w "Quo vadis". A potem były różne festiwale, m.in. piosenki harcerskiej, polskiej, przynajmniej eliminacje do niego, bo byłem za mały, żeby dostać się do amfiteatru. Dziś na sali "Sokoła" siedzą dwie panie, z których jedna uczyła mnie w liceum, a druga jest koleżanką mojej mamy ze szkoły podstawowej. Dlatego dzisiaj będę mówił cała prawdę i tylko prawdę. Serdecznie pozdrawiam panie nauczycielki. Bardzo się cieszę, że mogą być razem ze mną na koncercie. Następnie był też bardzo ważny Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Ja tam zaśpiewałem taka piosenkę "Siemionowna, Siemionowna". Potem pojechałem z nią do Sopotu, a dalej było tak, że wołano za mną wszędzie "Siemionowna". Uznałem, że skoro jestem takim sławnym piosenkarzem, to zostanę sławnym... kompozytorem. Moje liceum w Opolu nosiło imię Marii Konopnickiej. Tam organizowano konkurs. Postanowiłem napisać muzykę do wiersza patronki "A kto ciebie, ty wierzbino"... Konferansjer wyszedł wtedy na scenę i zapowiedział autorów: Konopnicka... Bajor. Tak to brzmiało. I ja swój dzisiejszy recital rozpocznę od przypomnienia tego właśnie utworu.
Michał Bajor dwa razy był gościem krynickich Festiwali im. Jana Kiepury. W Nowym Sączu śpiewał m.in. w "Krokusie", Domu Kultury Kolejarza, w willi "Marya", w stary "Sokole" i w MCK. Zawsze mógł liczyć na ciepłe przyjęcie. Dwa lata temu zainaugurował niedokończony z powodu choroby Jana Pawła II Festiwal "Pamiętajcie o ogrodach". Miał wtedy wątpliwości, czy należy wystąpić. Ale widzowie przyszli. Na poczekaniu zmienił repertuar i śpiewał nastrojowe, liryczne pieśni w hołdzie dla Ojca Świętego.
Teraz przyjechał z tym samym recitalem "30/30", który miał się odbyć wówczas. Bohater wieczoru nostalgiczne kompozycje przeplatał żywiołowymi, często żartobliwymi. Usłyszeliśmy piosenki, które zostały zarejestrowane na dwóch płytach zatytułowanych "Michał Bajor. Największe przeboje". W koncercie pojawiły się m.in. dzieła dwóch duetów autorskich: Włodzimierza Korcza i Wojciecha Młynarskiego oraz Piotra Rubika i Andrzeja Ozgi, piękne teksty Jonasza Kofty i noblistki Wisławy Szymborskiej. Nie mogło zabraknąć: Jacquesa Brela: "Nie opuszczaj mnie/ Każda moja łza/ Szepcze, że co złe/ Się zapomnieć da/ Zapomnijmy ten/ Utracony czas/ Co oddalał nas/ Co zabijał nas/ I pytania złe/ I natrętne tak/ Jak, dlaczego, jak/ Zapomnijmy je/ Nie opuszczaj mnie". Gorącymi brawami publiczność nagrodziła utwory Charlesa Aznavoura, Bertolda Brechta i Kurta Weilla, żart do muzyki Arama Chaczaturiana i wiązankę poświęconą Edith Piaf.
A potem było kilka bisów, podczas których donośnie zabrzmiała kompozycja Piotra Rubika (ze słowami Zbigniewa Książka) promująca przed kilku laty film "Quo vadis": "Co ma przeminąć, to przeminie, A co ma zranić, Do krwi zrani, Piotr rzekł, Quo vadis Domine, Quo vadis Domine, Dokąd zmierzasz Panie".
Piotr Gryźlak, "Dziennik Polski" 2007-03-26
Autor: ea