Wspomnienia: Moja szkoła ( absolwent 1995 )
Treść
Mariusz Noga
Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze kiedy myślę o tej Szkole, to myśli te są pozytywne, bardzo pozytywne! Technikum Elektryczne ukończyłem jedenaście lat temu, ale przed swoimi oczami mam wiele obrazów z tamtych czasów, noszę w sobie liczne wspomnienia tamtych dni. Pierwsze skojarzenie i związane z nim emocje, uczucia, które mi towarzyszą to życzliwość.
Życzliwość, której doświadczaliśmy ze strony nauczycieli. Wielu z nich to bardzo barwne i oryginalne osoby, które swoim stylem bycia stworzyły określony image tej Szkoły. Ludzie pełni pasji, poświęcenia i zaangażowania, otwarci na uczniów i wyrozumiali wobec nich, z dużym poczuciem humoru i optymizmu. Naprawdę traktowali nas po partnersku, pozwalali nam być sobą, liczyli na naszą aktywność, twórczość i odpowiedzialność. W tym miejscu, pragnę wymienić kilku profesorów, z całego zacnego grona: Jarosław Michalik (wychowawca), Bożena Bieniek, Krystyna Rembiasz, Teresa Stasiak, Laura Wontorczyk, Zygmunt Lis, Jerzy Lachor, Zbigniew Kudlik, Józef Pomietło, Tadeusz Romański, Stanisław Ruchała, Andrzej Jakubowski, Marek Ryglewicz, Jerzy Talar oraz Piotr Szczypuła.
Życzliwość dyrekcji w osobach Panów: Kazimierza Sasa, Piotra Lasko, Adama Leśniaka, której doświadczyłem nie tylko wtedy, gdy byłem członkiem Rady Szkoły, ale i wówczas, gdy musiałem z racji pełnionej funkcji "sołtysa" - przewodniczącego klasy załatwiać różne sprawy. Życzliwość pedagoga szkolnego Pani Wandy Polakiewicz Konickiej, która była niezwykle ciepłą osobą, chętną do pomocy i długich rozmów. Życzliwość ze strony jezuitów, którzy w "Elektryku" pełnią swoje obowiązki duszpasterskie, a w szczególności ze strony o. Stanisława Majchra, który uświadomił nam, że nasze życie jest dużo sensowniejsze wówczas, gdy zostanie dopełnione o wymiar duchowy. Tak sobie myślę, że dzięki Jego pracy staliśmy się bardziej wrażliwi, nie tylko na Pana Boga, ale przede wszystkim na drugiego człowieka, bardziej odpowiedzialni za siebie i innych. I wreszcie życzliwość w naszym zespole klasowym, a skromnie napiszę, że rzeczywiście była to wyjątkowa klasa! Pełna integracja, zaufanie, wzajemna pomoc, przyjaźnie, która trwają nadal, wspólne nietuzinkowe działania na terenie Szkoły, niezapomniane imprezy, genialne wypady w góry, wyjazdy na oazy młodzieżowe i wiele, wiele innych spraw, które nas jednoczyły.
Mam nadzieję, że choć kilka osób pamięta nas, lub choćby "kankana" zatańczonego dla nauczycieli na naszej studniówce. Cieszę się z jubileuszu 120-lecia Szkoły i z tego, że mam szansę wyrazić własną wdzięczność za czas spędzony w niej, a przede wszystkim za spotkania z ludźmi, którzy ją tworzyli. Wprawdzie nie zostałem elektronikiem, ale przecież motto Szkoły brzmi: "Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia" /Seneka/. A ja mam świadomość tego, że było to bardzo ważne pięć lat w moim życiu. Dziękuję!
"Dziennik Polski" 2006-10-20
Autor: ea