Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Żadnych nazwisk do poniedziałku

Treść

Rozmowa z Ryszardem Nowakiem, prezydentem Nowego Sącza

- Jakie to uczucie wrócić po pięciu latach do ratusza i to do gabinetu prezydenta miasta?

- Muszę powiedzieć, że bardzo miłe. Długo się do tego przygotowywałem.

- Co Pan robił dzisiaj w pierwszym dniu urzędowania?

- Spotykałem się od rana ze współpracownikami. Rozmawiałem między innymi o ciążących na mnie obowiązkach szefa Urzędu Stanu Cywilnego.

- Na początek będzie Pan musiał udzielać ślubów?

- Pierwsze śluby są dopiero 16 grudnia. Jest ich chyba dziesięć. Zastanawiam się nad tym jak to będzie wyglądało. Ale to nie jest jedyna praca szefa USC.

- Dlaczego Pan przejmuje te obowiązki, przecież Rada Miasta wybrała urzędniczkę, która miała od grudnia piastować funkcję kierownika USC.

- Owszem, ale ja jeszcze z tą osobą nie rozmawiałem. Myślę, że w najbliższym czasie podejmę decyzję w tej sprawie. Poza tym zajmowałem się dzisiaj regulaminem organizacyjnym Urzędu Miasta, czyli generalnie przygotowaniem urzędu do funkcjonowania pod moim kierownictwem.

- Jak Pan zamierza rozwiązać sytuację z zablokowanym stanowiskiem sekretarza miasta? Rada Miasta mogłaby odwołać Piotra Lachowicza, który po zdobyciu mandatu radnego wziął czteroleni bezpłatny urlop, ale koalicja Platformy z Porozumieniem Sądeckim, do której należy Lachowicz, jak na razie ma nad PiS przewagę kilku głosów. Nie będzie łatwo odwołać sekretarza.

- Dlaczego? Ja po publicznych deklaracjach pana przewodniczącego Rady Miasta Piotra Lachowicza jestem przekonany, że on sam zagłosuje za swoim odwołaniem. Sądzę też, że przekona do takiego głosowania również klubowych kolegów.

- A wtedy powoła Pan swojego sekretarza?

- Oczywiście, naturalnie pod warunkiem, że pan Lachowicz będzie odwołany.

- I będzie to Edyta Brongiel?

- O, to nowe nazwisko, które się pojawia w spekulacjach na temat ratuszowych personaliów. Nie będę tego komentował.

- A czy Ludomir Krawiński będzie wiceprezydentem?

- Też nie powiem.

- Przecież obiecał Pan dziennikarzom, że na dzień po zaprzysiężeniu ujawni nazwiska swoich najbliższych współpracowników.

- Deklarowałem to i tego się będę trzymał. Powiedziałem, że na konferencji prasowej będą podani moi współpracownicy.

- Ten dzień jest dzisiaj Panie prezydencie. Proszę o nazwiska.

- Dzisiaj mam za dużo pracy.

- A więc nie dotrzyma Pan słowa?

- Musiałbym to powiedzieć w obecności wszystkich mediów, a Pani jest tutaj jedna.

- Ale w poczekalni już czekają następni...

- Powiem w poniedziałek, zwołam wtedy konferencję prasową. Czterolenia kadencja to 1500 dni. Czy to istotne czy w pierwszym, trzecim, czy w czwartym dniu podam nazwiska współpracowników? Chcę to zrobić porządnie. Nie tylko mówiąc, ale i powołując ich formalnie. A do tego muszę być przygotowany pod względem prawnym. Bardzo chętnie bym to dzisiaj zrobił, ale przedstawiając wiceprezydentów chcę, podać zakres ich kompetencji.

- Przypomnę, że Pan już w czasie kampanii wyborczej mówił, m.in. w wywiadzie dla "Dziennika Polskiego", że ma już gotową listę ludzi, z którymi chce pracować.

- Tak i ona się nie zmieniła ani na jotę.

- To niech mi Pan chociaż powie czy Jerzy Gwiżdż będzie wiceprezydentem?

- Jest to bardzo prawdopodobne.

- Deklarował Pan, że po drugiej turze wyborów podtrzyma propozycję utworzenia w Radzie Miasta koalicji PO z PiS-em.

- Na jakim poziomie miałyby być teraz prowadzone rozmowy o warunkach koalicji? O czym ja miałbym teraz rozmawiać z drugą stroną? O stworzeniu jakieś formalnej koalicji w tej chwili nie ma mowy z racji tego, że PO dokonała pewnych wyborów. Decyzje polityczne dyktowane były odgórnie, że PiS należy pozbyć się z smorządów. Mówiłem jeszcze przed drugą turą, że nie rokuje to zbyt dobrze dla przyszłego porozumienia. Nie widzę powodów, żeby do tego wracać. Nie będę na pewno żądał, żeby odwoływać prezydium Rady złożone z radnych PO-PS, ani żeby powoływać nowych przewodniczących komisji. Platforma zrobiła, co zrobiła wykorzytując sytuację, że dwóch naszych radnych nie zostało jeszcze zaprzysiężonych, co dało im liczebną przewagę.

- Radni z Klubu PO-PS mówią, że proponowali na przewodniczących komisji Rady Miasta kilku kandydatów PiS, ale ci się nie zgodzii.

- Czy pani sądzi, że PO będzie wskazywała i wybierała PiS przewodniczących? PiS zaproponował dwóch przewodniczących - Komisji Rewizyjnej i Komisji do Spraw Rodziny innych propozycji ze strony PiS nie było. Już w poniedziałek przewodniczący komisji byli ustaleni przez PO-PS, oczywiście nieformalnie. Po co klub PiS miał proponować swojego kandydata na przewodniczącego jakiejś komisji, skoro z góry było wiadomo, kto ma nim być? Przyjęliśmy taktykę, że nie będziemy robić żadnych awantur, PiS zaproponował jedynie połączenie komisji i ograniczenie ich liczebności. Uważamy, że 10 komisji stałych to liczba odpowiednia przy 40-osobwej Radzie a nie 23-osobowej jak w Nowym Sączu. Radni PiS rzedstwili argumenty w tej sprawie. Natomiast radni Platformy Obywatelskiej zadecydowali inaczej, mało tego, decyzje zapadły zdecydowanie wcześniej. Przewodniczący Klubu PO-PS dzwonił do mnie już w poniedziałek, i już wówczas przedstawił mi taką propozycję: my bierzemy te komisje, wam dajemy tamte. Ja mu odpowiedziałem: bierzcie wszystkie. Macie większość i to jest wasza decyzja.

- Ta liczebna przewaga PO-PS będzie trwała tylko do zaprzysiężenia dwójki brakujących radnych, którzy dołączą do waszego klubu (PiS).

- Być może dlatego Platformie tak bardzo się spieszyło z ustaleniem przewodniczących komisji.

- Czy celowo nie uczestniczył Pan w tej części sesji, która dotyczyła powoływania komisji? Pańska nieobecność została zauważona przez radnych.

- Nie szczególnie mnie to interesuje czy było to zauważone czy nie. Widocznie ktoś nie dostrzegł, że ja byłem wczoraj zaprzysiężony na prezydenta Nowego Sącza, że musiałem przyjąć wielu gości, że miałem umówioną rozmowę z ustępującym prezydentem. Musiałem przejść od razu do swoich obowiązków. Nie uważałem za stosowne siedzieć na sesji, tym bardziej, że dotyczyła ona formalnych spraw radnych.

- Podczas kampanii prezydenckiej deklarował Pan, że chce być prezydentem silnym i, że nie pozwoli na to, by warunki dyktowała Panu Rada Miasta.

- Na pewno nie pozwolę się źle traktować. Ale też, nie widzę powodów, by współpraca z Radą miała mi się źle układać. Przeciwnie, myślę, że będzie nam się bardzo dobrze współpracowało.

- Chce Pan podobnie jak prezydent Krakowa Jacek Majchrowski w poprzedniej kadencji zrezygnować z udziału w niektórych sesjach?

- Nie wzoruję się na panu Majchrowskim i nie chcę być do niego porównywany. Ja nie mam obowiązku uczestniczyć w sesjach. Prezydent ma wiele różnych obowiązków. Nie mam zamiaru być takim prezydentem, który tylko siedzi za biurkiem. Chcę pracować z takim zespołem, który będzie w sposób właściwy i zadowalający reprezentował mnie na posiedzeniach Rady i komisji. Prezydent nie jest omnibusem, nie musi być na każdym posiedzeniu Rady, od tego ma urzędników i swoich zastępców.

- Czyli kogo? Teraz jest dobry moment na podanie nazwisk?

- Wybrałem ludzi, którzy przez ostatnich szesnaście lat udowodnili, że bardzo wiele potrafią zrobić dla miasta. A spekulacje, o których się dowiaduję, świadczą tylko tym, że ludzie, z którymi pracowałem nad listą moich współpracowników potrafili dochować tajemnicy.

- Od czego Pan zacznie spełnianie obietnic wyborczych?

- Muszę na początek zinwentaryzować wszystkie projekty realizowane bądź przygotowywane w ratuszu, muszę ocenić szansę na ich realizację. Zacznę od wprowadzenia darmowego internetu, od emisji obligacji komunalnych na remont dróg, od zwiększenia dodatku motywacyjnego dla nauczycieli. A poza tym zajmę się planowaniem inwestycji. Właśnie mam przed sobą wniosek dotyczący obwodnicy północnej. Jestem umówiony na rozmowę w tej sprawie z wicemarszałkiem województwa Andrzejem Romankiem. Krok po kroku będę realizował inwestycje. Muszę się zastanowić, w jakiej kolejności i które mają większe szanse na realizację. A przede wszystkim muszę stworzyć zespół, który się tym wszystkim zajmie.

- Jak Pan zareagował na mowę pożegnalną Pana poprzednika Józefa Antoniego Wiktora, który oznajmił, że zostawia ratusz i miasto w bardzo dobrej kondycji i wyliczył listę sukcesów swojej kadencji?

- Podziękowałem panu prezydentowi Wiktorowi za minione cztery lata pracy, bo jestem przekonany, że każdy, kto podejmuje się takiego zadania, chce dobrze i na pewno są i pozytywne efekty jego pracy. Natomiast moja ocena minionych czterech lat była i jest krytyczna - podczas kampanii wyborczej wyrażałem ją wielokrotnie, bo taka jest rola opozycji. Mam wiele zastrzeżeń. Dziś przeczytałem w prasie o dokończeniu ulicy Witosa, o skargach transportowców, że droga za wąska. Wiem, że most na Łubince cztery lata stał nieodebrany, aż gwarancje minęły. Będę musiał się temu przyjrzeć. Tak jak wielu innym sprawom w urzędzie.

Rozmawiała Monika Kowalczyk, "Dziennik Polski" 2006-12-08

Autor: ea