Ze stołka można spaść
Treść
Mieszkaniec osuwiska oskarża wykonawcę drogi o spowodowanie uszkodzenia domu.
Od sierpnia Ryszard Góra z ulicy Falkowskiej w Nowym Sączu domaga się bezskutecznie odszkodowania za uszkodzenia wynikłe wskutek pracy ciężkiego sprzętu budowlanego na osuwisku. Zamiast pieniędzy właściciel domu ma problemy z nadzorem podatkowym i budowlanym.
Gigantyczne osuwisko po katastrofalnych powodziach w 2001 roku minęło dom Wiesławy i Ryszarda Górów dosłownie o kilkadziesiąt metrów. Widzieli obrywające się ze skarpy całe budynki i jak sąsiadom dokoła pękały mury. Ocaleli, gdyż jak stwierdzono po badaniach geologicznych, ich dom stoi na trwałym masywie skalnym. Odporność na osuwanie nie oznacza jednak wcale braku reakcji na wstrząsy. Gdy pod koniec lata w ubiegłym roku zaczęły się prace przy drodze z centrum miasta przez Falkową na Mystków, w mieszkaniu państwa Górów zaczęły się rysować ściany. Ryszrad Góra tak to nam opisał:
- Przed naszym domem pojawił się ciężki sprzęt drogowy. Przyjechały walce z wibratorami. Ściany zaczęły drżeć, tynk zaczął odpadać od ściany, naruszyły się nadproża, płytki obruszały w łazience.
Wiesława Góra też była w domu, gdy trwały roboty przy jezdni pod samym ogrodzeniem:
- Jak włączyli maszynę, ze stołka można było spaść - mówi.
- Zawołaliśmy policję. Przyjechał patrol na czarno ubrany. Obejrzeli wszystko, ale powiedzieli, że trzeba interweniować u władz miasta. Napisaliśmy pismo do dyrektora Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta:
- Przy pracach związanych z budową drogi naprzeciwko naszego domu, wykonawca używa do ubijania ziemi sprzętu o dużym natężeniu drgań. W wyniku tego nastąpiły uszkodzenia i pęknięcia ścian. Z tego co nam wiadomo, używany sprzęt nadaje się do budowy dróg w terenie niezabudowanym.
Wówczas dyrektorem Wydziału Inwestycji był Zygmunt Pawlak. Odpowiedział w jednym z pism, że z jego rozeznania wynika, iż do budowy drogi wykonawca użył sprzętu właściwego. Zaczęła się korespondencja z urzędem, której po dziś dzień końca nie widać.
W jednym z pism dyrektor Pawlak stwierdził:
- W odpowiedzi na państwa pismo dotyczące rzekomych pęknięć budynku przy ul. Falkowskiej spowodowanych użyciem niewłaściwego sprzętu przez wykonawcę, czyli firmę ZBD Włodzimierz Gryzło do zagęszczenia podbudowy drogi, zwracamy się jako do strony skarżącej o przedłożenie materiałów poświadczających państwa roszczenia.
Prośba ze strony inwestora miejskiego o przedstawienie ekspertyzy i dowodów, że użycie sprzętu drogowego miało wpływ na uszkodzenie domu i sąsiadującego z nim sklepu państwa Górów, powtarza się jeszcze w jednym z najświeższych pism wysłanych z urzędu po interwencji skarżących się u prezydenta miasta.
- Jako inwestorzy mamy wiele podobnych roszczeń - mówi obecny dyrektor Wydziału Inwestycji Dariusz Kmak. - W każdym przypadku musimy jednak postępować bardzo ostrożnie, bo to my dysponujemy pieniądzem publicznym i bierzemy za to odpowiedzialność. W przypadku budowy jezdni w ulicy Falkowskiej na terenie osuwiska powstałego po powodzi roku 2001, naszym inwestorem zastępczym jest Przedsiębiorstwo Wielobranżowe "Elma" dysponujące odpowiednią kadrą inżynierską i to ono prowadzi nadzór nad tą inwestycją. Sprawa państwa Górów była wielokrotnie tematem naszych konsultacji i mieliśmy takie stanowisko, że bez wcześniej przedstawionych dowodów oddziaływania na dom, trudno mówić o jakimkolwiek zaspokojeniu roszczeń. O ile wiem, do dziś właściciele domu nie przedstawili nam żadnej dokumentacji uszkodzeń, nie mówiąc o wynikach badań. Trudno, byśmy na podstawie samych skarg, wypłacali jakieś pieniądze. Rodzi się wiele pytań. Po pierwsze, czy budynek został wzniesiony w oparciu o dokumentacje uwzględniającą podłoże i teren osuwiskowy, w obrębie którego się znajduje. Ponadto, czy jest ubezpieczony.
Na pierwsze pytanie Ryszard Góra nie jest w stanie odpowiedzieć, bo nie on budynek projektował i wydawał pozwolenie na budowę. Co do sprawy ubezpieczenia, niestety takowego nie posiada. Pan Góra ma jednak inny argument w ręku. W 2000 r. firma Włodzimierza Gryzły prowadziła już w tym miejscu roboty budowlane i w domu u państwa Górów zatrzęsły się ściany. Wówczas firma tytułem odszkodowania wypłaciła im kwotę 4,5 tys. zł, na co do dziś pani Wiesława trzyma pokwitowanie.
- Tak, wypłaciliśmy pieniądze, choć do końca nie byłem przekonany, czy nasze roboty wyrządziły aż takie szkody - przyznał nam wczoraj Włodzimierz Gryzło. - Mówiąc szczerze uczyniliśmy tak, żeby mieć spokojne sumienie, dla świętego spokoju.
W polubownym załatwieniu sprawy pomógł wówczas dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Czesław Żytkowicz.
Na pytanie, czemu teraz, gdy sytuacja się powtórzyła, poszkodowani nie zgłosili się bezpośrednio do wykonawcy, tylko wybrali drogę przez administrację urzędu, Wiesława Góra odpowiada:
- Gdy przyjechała policja i sporządzała protokół, obecny był kierownik budowy, który przedstawił się, że jest od pana Gryzły, więc myśleliśmy, że się sam zainteresuje. My jesteśmy ludzie prości i nie bardzo umiemy się poruszać po tych wszystkich urzędach. Siedem lat temu mogliśmy sami sobie wyremontować dom z otrzymanych pieniędzy. Teraz młodych rąk do pracy w domu brakuje i nie wiem, jak sobie poradzimy. Uszkodzenia są nie tylko w samym budynku, ale i w sklepie obok, który do ubiegłego roku prowadziliśmy przez kilkanaście lat. Zamknęliśmy, bo nie było klientów. Podczas robót sklep stał się trudno dostępny, bo firma zwaliła sobie obok grys na budowę. Jednego nie możemy zrozumieć. Zamiast pomocy ze strony miasta, nachodzi nas nadzór budowlany i podatkowy. Ja upatruję w tym zmowę urzędników, żeby nas zastraszyć i żebyśmy dali spokój z domaganiem się odszkodowania.
Nie wiadomo, kto uruchomił machinę kontrolną wobec mieszkańców Falkowskiej. Dyrektor Kmak wie, że urzędnicy nadzoru budowlanego sprawdzają budynek pod kątem jego legalności, podejrzeń o samowolę przy dostawieniu obiektów gospodarczych i wspomnianego sklepu. Natomiast zaprzecza, jakoby sugestia nasłania kontroli wyszła od niego z wydziału.
Zatem cytując jednego z wczorajszych rozmówców, totalna bzdura.
Wczoraj nie było kierownictwa nadzoru i pracownicy nie chcieli się wdawać w szczegóły tej sprawy. Stwierdzili, że podjęli działania po informacji z wydziału podatkowego, który także bada sprawę swoim tokiem.
Wiesława Góra twierdzi, że wszystko co jest na działce budowali wspólnie z mężem, legalnie i na podstawie potrzebnych zezwoleń. Wykonywanie pomiarów w domu i robienie zdjęć, uważa za szykany pod ich adresem. Nadzór odpiera zarzuty, tłumacząc, że to rutyna.
Włodzimierz Gryzło, podczas wczorajszej rozmowy z nami, stwierdził, że zna sprawę, choć nie miał pojęcia, na jakim jest ona etapie.
- Jestem otwarty na każdą rozmowę - powiedział - mogę się tej sprawie przyjrzeć dokładniej. Nie oznacza to od razu, że będę pokrywał jakieś szkody. Trzeba ustalić, jakie one są i z czego tak naprawdę wynikły.
Święte słowa, choć wszyscy mają świadomość, że za tym stoją drogie badania i żmudne ustalenia. Jakby nie patrzeć, od czasu, kiedy ucichła maszyna ubijająca ziemię pod drogę na Falkowej, minęło ponad pół roku.
Wojciech Chmura, Paweł Nalepa, "Dziennik Polski" 2007-04-19
Autor: ea