Zerówka? - Nie dla politologów
Treść
To jest co najmniej brak konsekwencji i jakiejkolwiek sprawiedliwości! - mówi zbulwersowana studentka politologii WSB NLU. - Kompletnie nie rozumiem dlaczego jest tak, że moi koledzy z zarządzania czy informatyki mogą spokojnie wyjechać wcześniej za granicę i dostać dobrą pracę, a tymczasem my, politologia, musimy męczyć się z wydłużoną sesją?
Rzeczywiście, sprawa choć stara, nadal bulwersuje studentów.
Pierwszy termin egzaminu przedsesyjnego, popularnie zwany "zerówką", jest praktykowany niemalże na każdej uczelni, zarówno państwowej jak i prywatnej. To wybawienie m. in. dla tych, którzy chcą wyjechać za granicę podczas wakacji. Jeśli zaliczą wcześniej i wcześniej wyjadą - mają większe możliwości znalezienia pracy. Egzaminy zerowe praktykuje się również w WSB NLU, ale nie na politologii. Dlaczego? Nie wiadomo....
O co chodzi?
Rok temu w szkolnym magazynie "inBlanco" pojawił się artykuł "Elitarna Politologia?" autorstwa Liliany Misiak, który miał wyjaśnić niejasności dotyczące braku "zerówek" na tym wydziale. Jeden z argumentów tam przytoczonych był taki, że egzaminy zerowe zazwyczaj cechują się niższym poziomem niż te przeprowadzane podczas sesji, ponieważ materiał nie jest zrealizowany do końca. Co więcej - ponoć zrealizowanie egzaminu przedsesyjnego stwarza dużo komplikacji formalnych.
Autorka artykułu przytoczyła również argument, że podczas "zerówki" często występuje problem odpowiedniego nadzoru, który jest okrojony do jednej osoby.
Na koniec padło stwierdzenie, że dzięki brakowi "zerówek" upodabniamy standardy na naszej uczelni do standardów amerykańskich.
Czarny rynek zerówek!
Studenci politologii ciągle jednak walczą o zerówki.
- Pierwsze co usłyszałam przychodząc do szkoły dwa lata temu to były słowa dziekana, który stwierdził, że nasza chęć wyjazdu do pracy w wakacje nie jest dla niego wystarczająco przekonującym do egzaminu zerowego argumentem. Bardzo utkwiło mi to w pamięci, bo nie rozumiem tego stanowiska, które de facto nie było poparte żadną argumentacją - wspomina studentka 2 roku politologii.
I rzeczywiście, wydział w tej kwestii nadal jest nieugięty, choć w praktyce wygląda to trochę inaczej. Można by rzec, że na politologii kwitnie "czarny rynek zerówek", z którego to faktu władze wydziału niekoniecznie zdają sobie sprawę. Bo zawsze znajdą się sposoby by uprosić wykładowcę i zdać wcześniej egzamin.
Jak związać koniec z końcem?
Za szkołę trzeba płacić i to niemało. Prawie każdy student w wakacje wyjeżdża do pracy. Mało kto może pozwolić sobie na wakacje pod palmami, a następnie opłacać szkołę przez najbliższe dziewięć miesięcy. A studia to nie tylko czesne, ale również mieszkanie, wyżywienie, tony kserówek i książki, które do tanich nie należą. W tej sytuacji możliwość zapracowania sobie przez wakacje choćby na pokrycie części tych kosztów jest dla każdego priorytetem. Anglia, Irlandia, Stany to główne wakacyjne punkty docelowe. Ale jak tu znaleźć dobrą pracę skoro sesja kończy się niemalże w połowie lipca? Dla porównania - studenci z Uniwersytetu Warszawskiego kończą ją w połowie czerwca, a jak wiemy konkurencja na rynku pracy w Anglii czy Irlandii jest ogromna.
To przecież nasz interes!
Argumentacja, że egzamin zerowy to egzamin o niższym poziomie, gdyż materiał nie został przerobiony do końca nie jest prawdziwa. Takie egzaminy od lat przeprowadzane są na innych kierunkach. Ideą jest przecież to, by każdy student zrealizował materiał we własnym zakresie i leży to w jego interesie. Przygotowując się do "zerówki" musi wykonać dwa razy więcej pracy niż inni: nauczyć się materiału przerobionego oraz przyswoić sobie wiedzę, której nie było jeszcze na wykładzie.
Z kolei argument o zbliżeniu polskich standardów do amerykańskich może rzeczywiście być ciężki do obalenia. W końcu wszyscy chcemy mówić o WSB NLU jako szkole renomowanej, o najwyższym standardzie nauczania. Czemu jednak te standardy mają dotykać wyłącznie politologii? Wszyscy wiedzą, że nie jest ona wiodącym kierunkiem na uczelni, a jednak właśnie od niej wymaga się najwięcej.
Po kryjomu
- Lubię mój kierunek studiów i nie zmieniłabym go na żaden inny. Niemniej jednak denerwuje mnie fakt, że ilekroć chcę mieć egzamin zerowy, muszę to załatwiać po kryjomu z wykładowcą. To jest jakaś paranoja - mówi jedna ze studentek. Problem próbowała rozwiązać Rada Uczelniana, w której politologia ma przecież mocne przedstawicielstwo - pięciu z piętnastki to studenci tego wydziału. Do tej pory jednak, pomimo narastającego niezadowolenia, artykułów w szkolnych gazetach i nacisków na władze wydziału - te są nieugięte.
Gdzie po pomoc?
Skoro przez wydział sprawy załatwić się nie da, to najlepiej zacząć od góry. W końcu nie pierwszy raz problemy politologii rozwiązuje rektor. Jest w szkole kimś, na kogo zawsze można liczyć. Zawsze wysłucha, poradzi, pomoże. Wiemy, że z 6 piętra nie zostaniemy nigdy odprawieni z kwitkiem. I tym razem rektor nie zawiódł swoich studentów. Co prawda nie rozwiązał problemu "od ręki" - fakt, brak egzaminów zerowych nie leży w jego kompetencji, to wyłącznie wewnętrzne zarządzenie wydziału - ale wysłuchał i wszystko wskazuje na to, że sprawa doczeka się dobrego finału. Nowym prorektorem został dr Krzysztof Głuc i od tej pory politologia może kierować się do niego ze swoimi problemami. Przewodniczący Rady Uczelnianej, Bartosz Kajut rozmawiał już z nim o sprawie. Prorektor stwierdził, że sytuację trzeba zmienić. Nie rokuje on co prawda szybkich zmian - czyli raczej w te wakacje też trzeba się nastawić na zmywak zamiast np. na pracę za barem - ale najważniejsze jest to, że coś drgnęło. Może już w sesji zimowej będzie lepiej?
Studentka Politologii
(Imię i nazwisko do wiadomości redakcji)
"Dziennik Polski" 2007-04-26
Autor: ea