Zguby w internecie
Treść
Wózek dziecięcy, portfel z pieniędzmi, motocykl, narty, kluczyki od samochodu i wędka - to tylko niektóre z przedmiotów, jakie trafiają do Biura Rzeczy Znalezionych w sądeckim ratuszu. Rzadko ktoś zgłasza się po odbiór zguby. Być może to się zmieni, bo wkrótce na stronie internetowej miasta pojawi się spis znalezionych rzeczy.
Biuro Rzeczy Znalezionych od blisko ośmiu lat prowadzi Paweł Szczurek. Zna zawiłości przepisów o rzeczach znalezionych. Wie, że nie może przyjąć parasolki zostawionej w autobusie MPK czy na poczcie, wolno mu przyjąć tylko przedmioty znalezione na ulicy w Nowym Sączu. - Za rzeczy znalezione w budynkach, instytucjach, obiektach użyteczności publicznej odpowiadają właśnie te instytucje. Ich obowiązkiem jest szukać właściciela, a jeśli się nie znajdzie, zgłosić się do urzędu skarbowego, sprzedać znalezioną rzecz i przelać pieniądze na konto skarbu państwa - informuje urzędnik.
Prawo jest na tyle niespójne, że nawet przedmiot znaleziony w ratuszu nie mogą trafić do Biura Rzeczy Znalezionych, mieszczącego się właśnie w ratuszu. Miasto samo powinno poszukać właściciela.
Informacje o biurokratycznych zawiłościach wynikających z ustawy o rzeczach zagubionych znajdą się na stronie internetowej miasta. Podobnie jak inne przydatne dane, np. lista przedmiotów zmagazynowanych w Biurze Rzeczy Znalezionych.
Aktualnie jest około czterdziestu. Są to m.in. klucze, narty, kijki, rowery, dwa motocykle, telewizor, kilka uszkodzonych telefonów komórkowych, damskie torebki, monitor komputerowy, gaśnica samochodowa, wędka.
Jest i wózek dziecięcy z kocykiem i poduszką, który wypadł z jadącego samochodu. Osoba, która go znalazła nie zapamiętała numerów wozu.
- Zdarzyło się nawet, że policja przyniosła do nas portfel z pieniędzmi, w którym nie było dokumentów, dlatego nie udało się ustalić właściciela - mówi pan Szczurek.
To właśnie policja najczęściej dostarcza zguby do biura pana Szczurka. Jego zadaniem jest ustalić właściciela. W przypadku komórek, po naładowaniu aparatu dzwoni z niego do osób z książki kontaktowej, co łatwo pozwala zidentyfikować posiadacza. Gorzej z innymi przedmiotami. Motocykle najprawdopodobniej posiadają fikcyjne numery, bo nie figurują w rejestrach. Najtrudniej ustalić właścicieli kluczy do domów, mieszkań i samochodów.
- Czasem przychodzą ludzie, opisują przedmiot, podają cechy charakterystyczne, zawartość itp. I odzyskują go. Kłopot jest wtedy, gdy przedmiot nie zostanie wydany. Po trzech latach muszę oszacować jego wartość, a następnie sprzedać w drodze licytacji. Pieniądze idą do skarbu państwa - informuje urzędnik.
Osobie, która przyniesie przedmiot znaleziony do Biura należy się tzw. "znaleźne". Sprawa z ustaleniem jego wysokości nie jest prosta. Przy założeniu, że np. pan Kowalski przyniósł do ratusza parasolkę wartą 20 zł. Po oszacowaniu jej wartości Urząd Miasta wydaje mu "znaleźne" w wysokości 10 proc., czyli 2 zł z budżetu miasta. Potem miasto może dochodzić zwrotu "znaleźnego" od właściciela, jeśli ten zgłosi się po zgubę, lub od skarbu państwa, jeśli przedmiot zostanie sprzedany w drodze licytacji.
Więcej szczegółów mieszkańcy Nowego Sącza znajdą wkrótce na stronie miasta w zakładce "Biuro Rzeczy Znalezionych".
W sprawie zagubionych przedmiotów można zgłaszać się do ratusza do pokoju nr 23, w godzinach urzędowania lub dzwonić pod numer telefonu 18 448 65 09.
(MONK) , "Dziennik Polski" 2007-03-01
Autor: ea