Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Żył dla innych

Treść

.p. Jacek Bugański 2 września 1955 - 4 czerwca 2007 Żył dla innych Wczoraj, o godz. 8.50, w jednej z krakowskich klinik zmarł Jacek Bugański, jeden z najpopularniejszych działaczy sportowych, turystycznych i społecznych w regionie sądeckim. Choć śmierć już przed dziesięcioma dniami zapowiedziała swe przybycie, to jednak zderzenie się z faktem nieodwołalnym jest szokiem dla rodziny, licznego grona przyjaciół, kolegów z piłkarskiego boiska i górskiego szlaku, a także Jego współpracowników. Po ukończeniu II LO w Nowym Sączu, Jacek Bugański podjął studia w krakowskiej AWF. Pracę magisterską w 1982 r. pisał wraz ze zmarłym przed rokiem Wacławem Stawarzem - swym serdecznym kolegą z Sandecji - a jej tematem była analiza cyklu treningowego zawodników tego klubu. Po powrocie do Sącza podjął pracę w Radzie Wojewódzkiej Zrzeszenia LZS. W 1990 r. powierzono mu funkcję społecznego przewodniczącego, w 1999 r. - przewodniczącego Rady Okręgowej Zrzeszenia, a w 2001 r. - szefa Powiatowego Zrzeszenia LZS. Etatowo zatrudniony został w Urzędzie Wojewódzkim, gdzie w latach 1994-98 był dyrektorem Wydziału Sportu, Kultury Fizycznej, Turystyki i Kultury. W ostatnich latach związał się z Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Aktywny był również na niwie turystycznej, będąc prezesem mającej ambitne zamierzenia Sądeckiej Organizacji Turystycznej. Bardzo ważny, zapewne najważniejszy jeśli chodzi o polityczną sferę działalności rozdział w swej biografii pisał Jacek Bugański w latach 1985-89, gdy wybrany został posłem z rekomendacji Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Był jednym z parlamentarzystów najmłodszych w Polsce. Dziedziną życia, której Zmarły poświęcił najwięcej pasji, była jednak piłka nożna. Jako zawodnik grywał w LKS Zawada, później przez długie lata w Sandecji. W okresie studiów reprezentował barwy Garbarni Kraków oraz Victorii Skalbmierz, niewielkiego klubu z województwa świętokrzyskiego. Do dzisiaj niepobity pozostaje rekord Nowego Sącza w wykonywaniu tzw. futbolowych kapek, ustanowiony przezeń podczas jednego ze zgrupowań. Ówczesny junior podbił piłkę 2460 razy! Bywał na niemal każdym meczu swej ukochanej Sandecji. Bardzo przeżywał jej zwycięstwa i porażki. Zdarzało się, że nie wytrzymywał nerwowo, głośno krzycząc z trybun na niesprawiedliwego sędziego, bądź patałaszącego zawodnika. Pewnie dlatego, w ostatnich miesiącach na wyniki uzyskiwane przez sądeczan wyczekiwał w domu. - Człowiek niepotrzebnie robi z siebie wariata. Po co mają ludzie gadać, że Bugańskiemu na stare lata szajba odbiła? - tłumaczył swe postanowienie. Jacek Bugański odszedł stanowczo za wcześnie, bardzo nie w porę. W chwili, kiedy był pełen dobrych pomysłów na usprawnienie pracy urzędniczej, na wytyczenie nowych kierunków dla rozwoju turystyki na Sądecczyźnie, na uzdrowienie lokalnego sportu. Trudno pogodzić się z myślą, że ten z grunt dobry, uczciwy i szlachetny Człowiek zniknął bezpowrotnie z miejskiego horyzontu. Jacka Bugańskiego wspominają: Aleksander Giertler, wieloletni współpracownik w Zrzeszeniu LZS: - Chociaż od przeszło tygodnia musiałem liczyć się z najgorszym, nie mogę pogodzić się z odejściem Jacka. Pewnie wszyscy zainteresowani o tym wiedzą, przypomnieć jednak muszę, że to właśnie dzięki Jego staraniom z centrali wpływała do nas rekordowa ilość środków na budowę i modernizację obiektów służących sportowcom wiejskim. Konsultowałem z Nim każdą decyzję, każdy wniosek i myślę, że to wspólne myślenie przynosiło właściwe efekty. Byliśmy jednym z lepiej finansowanych województw w kraju. Jacek był człowiekiem niezwykle otwartym. Miał czas dla każdego działacza, wysłuchiwał wszystkich utyskiwań, reagował, najczęściej z dobrym skutkiem, na wszystkie nadchodzące prośby i wnioski, nikomu nie odmawiał pomocy. Miał ponadto wspaniałą zaletę: potrafił przekonywać wójtów i burmistrzów do łaskawszego spojrzenia na problemy kultury fizycznej. Dzięki temu sport wiejski miał się i ma nadal w naszym regionie w miarę dobrze. Obawiam się, że w miarę upływu czasu brak Jacka stawać się będzie coraz bardziej dotkliwy. Piotr Tengowski, kolega ze studiów: - Nie wiedziałem o nagłej chorobie Jacka, wiadomość o Jego śmierci jest więc dla mnie ogromnym szokiem. Przecież jeszcze nie tak dawno temu graliśmy wspólnie w tenisa. Proszę wybaczyć, ale trudno mi teraz zebrać myśli. Jedno, co przychodzi mi do głowy, to refleksja: orły umierają, a much jest coraz więcej. Krzysztof Walasek, wiceprezes Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Nowym Sączu, bezpośredni przełożony: - Jacka poznałem przed piętnastoma laty. Pracowaliśmy wspólnie w Urzędzie Wojewódzkim, później zaproponowałem mu funkcję kierownika biura w Kolegium Odwoławczym. Zawsze postrzegałem Go jako świetnego kolegę, człowieka, któremu można w każdej chwili zaufać. Był duszą towarzystwa, tryskał humorem, do życia podchodził z niepodrabialnym optymizmem. Zaraził nas ideą wspólnego kopania piłki. Startowaliśmy w lidze oldbojów, tworząc drużynę pn. Spółdzielnia. Mieliśmy wspólną przypadłość: nadwagę. Rywalizowaliśmy ze sobą w jej zwalczaniu, przekomarzali, kto zaliczył większą ilość nawrotów na basenie. Jacek żył niezwykle intensywnie, zbyt intensywnie. Wsiadł do superekspresu, z którego nie zdążył w porę wysiąść. Bożena Srebro, dyrektor biura w Sądeckiej Organizacji Turystycznej, przyjaciółka rodziny Bugańskich: - Byłam z Alinką, żoną Jacka przez cały okres Jego choroby. Na zmianę czuwałyśmy przy Nim. Jacek żył dla innych, kompletnie zapominając o sobie. Istniało nawet takie powiedzenie: - Masz problem, zadzwoń do Jacka, on ci pomoże. Nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić. Dla mnie Jacek był najwspanialszym człowiekiem na świecie. DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2007-06-05

Autor: ea